Charter
II
„Giza-shi invasion”
Kyungsoo miał plan.
Plan idealny…. Okok może nie tak do końca, bo kilka
szczegółów wymagało dopracowania, no ale…. Prawie.
Jednak co mu po prawie idealnym planie, gdy u nogi uczepił
mu się maknae, całkiem jak rzep psiego ogona.
-
Sehun, powiedziałem ci…. spieprzaj – patrzył młodemu prosto w oczy.
Stali właśnie przy jego samochodzie,
czas płynął, jemu się spieszyło, a Sehun ani myślał rezygnować ze wspólnej
podróży.
-
Hyung! – Sehun nie dawal za wygraną – wszyscy sobie gdzieś poszli, no nie będę
w dormie sam siedział przecież nooo!
Kyungsoo patrzył na zaledwie o rok młodszego Sehuna z
politowaniem. To tylko rok różnicy, a czuł się jakby to było 10 lat. Wszystko
byłoby ok., wziąłby go ze sobą, ale nie dziś. Nie dziś, kiedy miał jechać na
Incheon odebrać Gizę. Spojrzał szybko na zegarek. Samolot miał wylądować za pół
godziny, więc naprawdę nie było czasu na rozmowy.
-
Wsiadaj! – krzyknął i szybko wskoczył do samochodu.
Sehun z bananem na twarzy zrobił to samo. Kyungsoo nie
miał wyboru, musiał go zabrać, zwłaszcza, że wiedział jak upierdliwy potrafi
być młody. Co właśnie zaczynało z niego wychodzić.
-
Hyung, a ta dziewczyna, ta twoja Giza – zaczął Sehun – to skąd ona jest?
Kyungsoo milczał. Młody i tak już zbyt wiele wiedział.
Nie żeby nie wierzył w to, że Sehun będzie trzymał język za zębami. Akurat
każdy z nich miał jakieś swoje tajemnice, o których nawzajem wiedzieli. Żyjąc w
jednym domu, przebywając ze sobą dwadzieścia cztery godziny na dobę trudno
utrzymać jakikolwiek sekret. Ale akurat wypytywanie przez młodego o szczegóły
związane z Gizą, bardzo Kyungsoo irytowały. Ba! Robił się wtedy dziwnie
zazdrosny.
-
Mówiłeś mi kiedyś, ale chyba zapomniałem…. – Sehun powiedział już jakby do
siebie – Gdzieś w Europie…. Hmm chciałbym kiedyś znów pojechać do Europy…. o!
najlepiej do Paryża! No Berlin też nie był zły, takie całkiem ładne miasto.
Hyung, a ty gdzie chciałbyś pojechać?? Może po promocji uda się wyrwać tydzień
wolnego i moglibyśmy polecieć! O! Polecimy wtedy odwiedzić kraj twojej
dziewczyny! Haha! Genialny pomysł! Ale gdzie ona mieszka??
Kyungsoo złapał ostry zakręt na obwodnice prowadzącą z
Seulu na lotnisko, aż Sehun uderzył głową w boczną szybę.
-
Hyuuuung! – zawył masując obolałe miejsce na głowie. Po chwili wykrzyknął-
Wiem! POLSKA!!
Pozostałą część drogi spędzili w
milczeniu. Sehun ustawił cicho radio
i śpiewał pod nosem piosenki. Znał wszystkie od początku do końca. „Dziwny dzieciak - pomyślał se w myślach Soo – To chyba źle na niego wpływa, że tak dużo czasu spędza z Tao i najlepiej się z nim dogaduje.”
i śpiewał pod nosem piosenki. Znał wszystkie od początku do końca. „Dziwny dzieciak - pomyślał se w myślach Soo – To chyba źle na niego wpływa, że tak dużo czasu spędza z Tao i najlepiej się z nim dogaduje.”
Gdy dojechali do celu, Kyungsoo zaparkował samochód
jak najbliżej się dało. Wysiadł i zobaczył, że Sehun też wysiada i idzie razem
z nim w stronę wejścia na lotnisko.
-
Ty nigdzie nie idziesz, ciulu – zatrzymał się i pacnął młodego w ramię.
Sehun niewzruszony zakazem hyunga poszedł dalej i
tylko pomachał mu znikając za rozsuwanymi drzwiami. Soo musiał podbiec za nim.
-
Masz, załóż to – wręczył mu czapkę baseballówkę.
Sehun skrzywił się, ale założył.
-
A ty hyung?
Kyungsoo miał wrażenie, że wszystkie oczy są zwrócone
na nich, ale bardzo usilnie zagłuszał to uczucie, tak jak zresztą robił to
zawsze w tłumie ludzi. Stanął swobodnie przed terminalem, z którego ciągle
wychodzili ludzie, obserwował każdego wychodzącego.
-
Mówiłem ci kiedyś, że musisz zachowywać się normalnie, aby nie zwracali na
ciebie uwagi. Ludzie patrzą tylko na nerwowych, dziwnie zachowujących się
ludzi. Sam nawet nie wiesz jak sprawiasz, że się na ciebie gapią.
Sehun rozejrzał się dookoła. W tłumie otaczających ich
ludzi praktycznie nikt im się nie przyglądał. Nikt może z wyjątkiem dwóch ajumm
po prawej.
-
No one się gapią – szepnął do Kyungsoo.
-
Ale to dlatego, że jesteś wysoki do nieba a głupi jak trzeba – odparł sucho
Soo.
Sehun przez chwilę przyglądał się mu, po czym skrzywił
się i odparł:
-
A hyung jest wredna menda.
Soo chwycił go za kark i zamknął w zapaśniczym uścisku.
Przez chwilę szarpali się ze sobą jak male dzieci z podstawówki, po czym
zwolnił uścisk, gdy usłyszał szepty ludzi dookoła nich. „No kurwa, przecież
miałem zachowywać się normalnie” przeklął se w myślach. Poprawił swoją koszulkę
i odchrząknął.
-
Później się policzymy.
-
Tak tak hyuuung - Sehun obok szczerzył się jak głupi.
Soo wrócił do bacznego obserwowania ludzi z terminala
A. Masa czarnych azjatyckich głów wychodziła stamtąd i wędrowała dalej ku
ludziom, którzy na nich oczekiwali. Mignęło mu kilku obcokrajowców, w tym
większa grupka wysokich mężczyzn w średnim wieku i z płowymi włosami. Podszedł
do nich Azjata w czarnym garniturze i z rozłożoną białą kartką w dłoniach.
Potem widział jakieś małżeństwo z dwójką dzieci, małymi blond aniołkami. Potem
dostrzegł jakąś dziewczyną w kapturze od bluzy na głowie. Od góry do dołu
ubrana w czarne rzeczy, wyglądała jak mały miś. Jej bluza miała takie małe
uszka, a ona sama na nosie miała okulary stylizowane na misia. Targała za sobą
wielgachną walizkę. Przełknął ślinę.
„Giza”
Stał jak wryty. Wyglądała tak cholernie
słodko w tej misiowej postaci, że aż go zamurowało. Złapała jego wzrok i
uśmiechnęła się do niego. Jej oczy jakby zniknęły z twarzy, ale to był
najpiękniejszy uśmiech, jaki kiedykolwiek widział. Wtedy Sehun pacnął go w
ramie, po czym pierwszy ruszył w kierunku dziewczyny. Soo zdezorientowany też
ruszył ku niej.
-
Hello! – krzyknęła do nich Giza. Spoglądała uradowana to na Soo, to na Sehuna.
-
Welcom Giza-shi! – Sehun zamachał do niej, po czym chwycił za rączkę jej
walizki i przyciągnął bliżej.
-
Witaj – odparł Soo. Czuł się tak zajebiście niezręcznie w tej sytuacji. Oddałby
wszystko by Sehuna tu nie było i mogliby być z Gizą tylko we dwoje, ale z
drugiej strony nie mógł słowa z siebie wykrztusić, więc młoda gaduła
rozładowała trochę atmosferę.
-
How ….. your trip?? – dukał Sehun, a z jego twarzy nie schodził uśmiech wielki
jak banan.
Giza zaśmiała się zasłaniając usta ręką.
-
Hmmmm… było w porządku – odparła po koreańsku.
Kyungsoo przez chwilę przyglądał się jak śmieją się
jedno do drugiego, po czym zdenerwowany chwycił Gize za rękę.
-
Chodźmy już, nie mamy zbyt wiele czasu.
-
Ya! oppa! – Gizie, zaskoczonej tą reakcja, uśmiech szybko spadł z twarzy - Myślałam,
że się cieszysz, że przyjeżdżam. Sam zresztą chciałeś…
-
Wiem! – odparł Soo i zatrzymał się. Popatrzył Gizie prosto w oczy – Naprawdę
cieszę się, że przyjechałaś, Ola.
Patrzył jej w oczy intensywnie. Nie
była mu bierna. Generalnie…. to wszystko nie było takie łatwe. Westchnął i
odwrócił wzrok. Poszli dalej, ale on nie puścił jej ręki.
Głupi był. Czego się spodziewał?
Właściwie zupełnie nic między nimi nie było. Poznali się w zeszłym roku poprzez
jego lekko nawiedzona kuzynkę. Giza wraz z koleżanką zwiedzała Koreę. W Seulu
mieszkały u Soojin w domu na kilka nocy. Dziewczyny świetnie się dogadywały, a
na wieść, że te Polki lubią EXO, a jedna nawet bardzo D.O, Soojin postanowiła
zaaranżować małe spotkanie niespodziankę dla nich. Nie chciał totalnie iść na
nie, ale jego kuzynka miała ten cholerny nieodparty urok i tupet jedynaczki,
która dostaje zawsze to czego chce. Gdy spotkał wtedy Gizę, poczuł to ukłucie,
które już raz go dosięgło w szkole średniej, kiedy podkochiwał się w
nauczycielce od matematyki. I od razu wiedział, że to nie będzie dla niego nic
dobrego. No i nie było, był tego pewien. Gdyby nie to, Gizy nie było by tu
teraz, nie musiałby stawać na rzęsach by jej pomóc. Delikatnie musnął palcem
jej dłoń. A jednak, jak ostatni idiota,
w głębi duszy cieszył się, że znów ją widzi.
w głębi duszy cieszył się, że znów ją widzi.
Gdy doszli do samochodu Sehun zapakował
walizkę Gizy do bagażnika. Soo odpalił auto.
-
Giza-shi, a powiedz, macie tam w Polsce więcej fanek naszego zespołu? –
zapytał, wieszając się na oparciu przedniego siedzenia gdzie siedziała Giza.
-
Fanów EXO jest bardzo dużo na całym świecie, oczywiście w Polsce też –
uśmiechnęła się do niego.
-
A są tam jakieś moje fanki??
- Hahaha
oczywiście, nawet ja nią jestem – puściła do niego oko.
Kyungsoo wcisnął gwałtownie pedał gazu.
Jednak żałował po stokroć, że zabrał tego smarka ze sobą. Poczuł, że szybko
musi zapalić.
-
Najpierw pojedziemy do pana Kim Hyunshika – powiedział niskim głosem. – To
człowiek, który odpowiada za dział mody w magazynie Aegyo Things. Potem
pomyślałem, że dobrze byłoby się spotkać z ludźmi z firmy Cute Decor, oni też
mogą ci pomóc. Myślałem też o naszej noonie, stylistce Jang, ewentualnie w
sferze stylizacji też można by spróbować.
Giza podrapała się w głowę.
-
To znaczy… jedziemy już teraz? – zapytała zdziwiona – Ale… ja myślałam, że
spędzimy razem chociaż trochę czasu. Jestem zresztą zmęczona…
-
Nie wyglądasz na zmęczoną – odparł Soo i spojrzał na nią uważnie – Posłuchaj,
zróbmy to teraz, od razu. Jeśli dziś nam się uda może zaczniesz pracować już od
poniedziałku. Potem na pewno znajdziemy też czas na zwiedzanie.
-
Zwiedzanie, moja dupa – szepnęła Giza, na co Sehun parsknął śmiechem.
-
Jak chcesz to ja ci pokażę Seul – zaproponował ochoczo.
-
Ty to lepiej siedź w chałupie na dupie! – wrzasnął Soo.
Oboje spojrzeli na niego mega zaskoczeni.
-
Ile razy gdzieś cię z Tao wywieje Suhy musi jechać i zbierać was prawie że z
ulicy. Nie martwisz się tym, że kiedyś ktoś zrobi wam zdjęcia?
-
Hyung, to nie mi pierwszemu zrobili zdjęcie jak fajczyłem pod klubem – wycedził
Sehun. Spojrzał na swojego hyunga, ale ten szybko odwrócił wzrok.
-
Jakie zdjęcie??!! – zapytała Giza – Oppa ty….??!!
Kyungsoo machnął ręka.
-
NIEWAŻNE!
Giza zrobiła nadąsaną minę. Sehun wysunął się do
przodu by zbliżyć swoją twarz do jej twarzy.
-
Ten twój oppa, Giza-shi, raz, jeden jedyny raz w swoim życiu, dał się namówić
na fajeczkę pod klubem gdzie akurat pojechaliśmy po nagraniach dla Music Banku.
Ponieważ rzadko naciąga na te swoje piękne włoski kaptury ~twierdzi, że nie
lubi~ to gdy sasaengi zrobiły fotę i przesłały do naszego menadżera, na
pierwszym planie znalazła się jego buzia. Chanyeol i Baekhuyn zresztą stali
tyłem.
Giza zasłoniła twarz dłońmi.
-
Omona…. – westchnęła.
-
Więc menadżer hyung musiał ratować dupę Kyungsoo hyunga i dilować z sasengami
przez dwa tygodnie. W końcu im obiecał darmowe wejściówki pod scenę na następny
fanmeeting. – wytłumaczył Sehun – Tak to jest po prostu, gdy człowiek się
pilnuje całe życie, a potem jak ze smyczy pies spuszczony….
Kyungsoo rzucił Sehunowi groźne spojrzenie, więc ten
przerwał w pół zdania.
-
Słuchajcie, nieważne – powiedziała Giza – Dobrze, jedźmy w te wszystkie
miejsca, o których mówiłeś Soo oppa, ale proszę odwieź mnie potem do dziewczyn.
Zatrzymały się tu i tu będę mieszkać – podała mu małą kartkę papieru.
Po czym wykonała telefon do kogoś, prawdopodobnie do
swoich przyjaciółek. Dużo mówiła w dziwnym szeleszczącym języku, Sehun
podsłuchiwał jawnie, ale pewne było, że nic nie rozumie. Giza dużo się śmiała,
co z jednej strony Kyungsoo cieszyło, z drugiej trochę irytowała, no bo
przecież nie śmiała się z niego, prawda?
Zatrzymał w końcu samochód przed niewielkim,
nowoczesnym budynkiem.
-
Jesteśmy na miejscu – powiedział.
Kilka godzin później stali i popalali we trójkę
papierosy za budynkiem restauracji, tak by nikt z ulicy ich nie mógł zobaczyć.
Giza miała lekko zmartwioną minę, Soo przyglądał jej się uważnie.
-
No i jak wrażenia? – zapytał ją.
-
Spoko – wypuściła obłoczek dymu – Z tym, że z tym panem Hyunshikiem umowa jest
na dwa miesiące. Co później gdybym zechciała zostać dłużej?
-
Później to coś wymyślimy – odparł spokojnie.
-
Znowu Cute Decor dają umowę na pół roku, ale za to chcą bym pojechała na
miesiąc do Sydney na staż, zupełnie nie wiem po co.
-
Zostań w Seulu – powiedział cicho Sehun wpatrując się w żar swojego papierosa.
Giza uśmiechnęła się lekko.
-
Nie mam zamiaru go opuszczać.
Kyungsoo chrząknął nerwowo.
- Dobra
– zaczął – masz czas się zastanowić. Teraz chodźmy coś zjeść.
-
Oppa, nie chcę jeść – Giza wydęła usteczka – Chcę na lody.
-
To na lody w takim razie.
Chwyciła go pod pachę cała roześmiana, jej oczy znów
zniknęły. Soo spiął się przez chwilę, ale potem jego ciało ogarnęło przyjemne
ciepło. Zignorował prychnięcie Sehuna, jego lekko rzucony tekst „Lody są dla
dzieciaków” i wyszli na ulicę pełną ludzi.
Zjedli lody, połazili trochę po ulicach Hongdae. Czas
płynął miło na wspólnym gadaniu i żartach, ale niestety szybko, nie ogarnęli
nawet kiedy zastała ich prawie północ. W pewnym momencie Sehun powiedział, że
Tao na niego czeka w Budogung, ich ulubionej restauracji, i ulotnił się w kilka
sekund. Giza też obwieściła, że chce już jechać pod wskazany wcześniej adres,
nie chciała by koleżanki się o nią martwiły. Jednak Soo nie chciał się z nią
rozstawać, akurat teraz kiedy w koncu zostali tylko we dwoje.
-
Hmm chciałbym ci coś jeszcze pokazać – powiedział – Teraz jest tam właśnie
najpiękniej.
Zawiózł ja na wzgórze … (czy to słynne z dram wzgórze
ma jakąś nazwę?). Przez całą drogę w górę słyszał jej ciche utyskiwania, że „o
tej porze łazić tak”, że „w ogóle matko święta ona już nie może dalej, oppa”,
że „chyba powariowałeś no ja pierdole no”. Padło też kilka słów w jej języku,
dość mocnych i chyba niekoniecznie grzecznych. Kiedy ponownie stanęła i
oponowała ruszyć dalej, wyciągnął do niej dłoń. Popatrzyła na nią zła jak osa,
potem spojrzała na niego.
-
Oppa! – zaczęła błagalnie.
Zszedł do niej i ponownie, tak jak zrobił to rano,
chwycił ją za rękę sam.
-
Już niedaleko, obiecuję.
Prawda, zaledwie kilka kroków dalej byli już na
szczycie. Złapał ramiona Gizy i odwrócił ja przodem do nocnego miasta.
-
Woaaahh!... – widok zaparł jej dech w piersiach – Soo oppa, to jest takie piękne!
Przez kilka minut stali tak w ciszy, patrząc na tętniące
nocnym życiem miasto. Kyungsoo nadal trzymał dłonie oparte na ramionach Gizy. Nie
chciał ich puszczać, ale jednak zdjął je. Wtedy Giza odwróciła się do niego i
popatrzyła z uśmiechem w oczy.
-
No, niewątpliwie, mój oppa jest najlepszy – powiedziała i objęła go w pasie.
Soo przez chwilę stał jak kołek. Poklepał ją po
plecach, jakby pocieszał dziecko. Wiedział, była mu wdzięczna za pomoc, była
wzruszona tym, że znów jest w Seulu, wiedział ile to wszystko dla niej znaczy.
Ale trudno było myśleć racjonalnie, kiedy tak się do niego kleiła. Jednak
musiał myśleć racjonalnie. Chciał ją odepchnąć, ale Giza jeszcze mocniej go
objęła.
-
Jeszcze chwilę, Soo oppa – mruknęła – Tak jest cieplej.
Taki mały puchaty miś tulił się do
niego i naprawdę było mu ciepło. Jednak nie mógł przekroczyć pewnej granicy. Co
by wtedy zrobiła? Powiedziała? Zbyt duże ryzyko. Ale odepchnąć ją w takim
momencie też było niemożliwe. Zwłaszcza, że przecież od ponad roku właśnie tego
chciał. Znalazł się między młotem a kowadłem, no i sam sobie taki los zgotował.
Wahał się tylko jeszcze chwilę, po czym też mocniej objął Gizę. Usłyszał jak
się zaśmiała.
-
Oppa – odchyliła się od niego, jej oczy iskrzyły – musisz czuć się samotny.
Zdziwiony zamrugał kilka razy.
-
Dlaczego tak sądzisz? – zapytał.
-
Hmmm…. tak myślę, bo inaczej nie byłbyś zły na cały świat za dnia i nie pragnął
ludzkiego ciepła w nocy.
-
Nie rozumiem – odsunął się od niej, automatycznie poczuł chłód tam gdzie się z
nim stykała.
Chwyciła go za rękę.
-
Nie jest wam łatwo. Kris odszedł, a na was spadł ciężar jego odejścia. Potem
promocja za promocją, twoja drama, te skandale… Jednak wciąż w tym wszystkim
byłeś sam, nikt tak naprawdę nie rozumie co czujesz, nawet koledzy z zespołu,
bo macie tak odmienne charaktery. Brzmię teraz może jak najzwyklejsza fanka,
ale przecież też nią jestem. Martwię się o was, tak samo jak was kocham.
Martwię się o ciebie, oppa.
Odwrócił wzrok od jej twarzy, zapatrzył się w światła
miasta płynące w dolinie.
-
Nie wiem tylko dlaczego zamykasz się przed innymi – ciągnęła dalej – Gdy
poznałam cię rok temu nie byłeś taki. Pamiętasz jak popalaliśmy papierosy u
Soojin na balkonie, chowając się za osłonką, tak by jej rodzice nas nie
zauważyli? To była błahostka, ale jakże dobra zabawa. Śmialiśmy się wtedy jak
małe dzieci, które coś przed chwilą spsociły, ale jeszcze nikt się nie
dowiedział o ich winie. Chciałabym by ten uśmiech wrócił na twoje usta, oppa.
-
Więc co zamierzasz zrobić? – zapytał sucho.
-
Nie mogę ci powiedzieć wszystkiego od razu – uśmiechnęła się tajemniczo – Po
prostu poczekaj, a się przekonasz co potrafię hahah!
Musnęła ręką kosmyk jego włosów.
-
Ale wszystko w swoim czasie. Proszę odwieź mnie pod ten adres, jestem już
bardzo zmęczona.
Czemu miał wrażenie, że w jej oczach jest troska i
zmartwienie, kiedy tak patrzyła mu w twarz. Nie chciał tych uczuć. Martwi się o
niego? Jak fanka. Martwi się też o resztę, o Sehuna, Suho hyunga, o Tao. A nie
mogłaby tylko o niego? Skoro i tak stwierdziła, że potrzebuje jej pomocy. Może
właśnie najbardziej ze wszystkich.
W ciszy zeszli ze wzgórza. W samochodzie, gdy tylko
ruszyli, dostrzegł, że Giza zasnęła. Zwolnił podczas przejeżdżania przez
śpiącego policjanta. Może i nie był gotowy na to co jednak miała mu do
zaoferowania, ale nie mógł się tego też doczekać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz