niedziela, 31 sierpnia 2014

Czaptero sekond! Giza-shi invasion!

Charter II

„Giza-shi invasion”

Kyungsoo miał plan.
Plan idealny…. Okok może nie tak do końca, bo kilka szczegółów wymagało dopracowania, no ale…. Prawie.
Jednak co mu po prawie idealnym planie, gdy u nogi uczepił mu się maknae, całkiem jak rzep psiego ogona.
- Sehun, powiedziałem ci…. spieprzaj – patrzył młodemu prosto w oczy.
         Stali właśnie przy jego samochodzie, czas płynął, jemu się spieszyło, a Sehun ani myślał rezygnować ze wspólnej podróży.
- Hyung! – Sehun nie dawal za wygraną – wszyscy sobie gdzieś poszli, no nie będę w dormie sam siedział przecież nooo!
Kyungsoo patrzył na zaledwie o rok młodszego Sehuna z politowaniem. To tylko rok różnicy, a czuł się jakby to było 10 lat. Wszystko byłoby ok., wziąłby go ze sobą, ale nie dziś. Nie dziś, kiedy miał jechać na Incheon odebrać Gizę. Spojrzał szybko na zegarek. Samolot miał wylądować za pół godziny, więc naprawdę nie było czasu na rozmowy.
- Wsiadaj! – krzyknął i szybko wskoczył do samochodu.
Sehun z bananem na twarzy zrobił to samo. Kyungsoo nie miał wyboru, musiał go zabrać, zwłaszcza, że wiedział jak upierdliwy potrafi być młody. Co właśnie zaczynało z niego wychodzić.
- Hyung, a ta dziewczyna, ta twoja Giza – zaczął Sehun – to skąd ona jest?
Kyungsoo milczał. Młody i tak już zbyt wiele wiedział. Nie żeby nie wierzył w to, że Sehun będzie trzymał język za zębami. Akurat każdy z nich miał jakieś swoje tajemnice, o których nawzajem wiedzieli. Żyjąc w jednym domu, przebywając ze sobą dwadzieścia cztery godziny na dobę trudno utrzymać jakikolwiek sekret. Ale akurat wypytywanie przez młodego o szczegóły związane z Gizą, bardzo Kyungsoo irytowały. Ba! Robił się wtedy dziwnie zazdrosny.
- Mówiłeś mi kiedyś, ale chyba zapomniałem…. – Sehun powiedział już jakby do siebie – Gdzieś w Europie…. Hmm chciałbym kiedyś znów pojechać do Europy…. o! najlepiej do Paryża! No Berlin też nie był zły, takie całkiem ładne miasto. Hyung, a ty gdzie chciałbyś pojechać?? Może po promocji uda się wyrwać tydzień wolnego i moglibyśmy polecieć! O! Polecimy wtedy odwiedzić kraj twojej dziewczyny! Haha! Genialny pomysł! Ale gdzie ona mieszka??
Kyungsoo złapał ostry zakręt na obwodnice prowadzącą z Seulu na lotnisko, aż Sehun uderzył głową w boczną szybę.
- Hyuuuung! – zawył masując obolałe miejsce na głowie. Po chwili wykrzyknął- Wiem! POLSKA!!
         Pozostałą część drogi spędzili w milczeniu. Sehun ustawił cicho radio
i śpiewał pod nosem piosenki. Znał wszystkie od początku do końca. „Dziwny dzieciak - pomyślał se w myślach Soo – To chyba źle na niego wpływa, że tak dużo czasu spędza z Tao i najlepiej się z nim dogaduje.”
Gdy dojechali do celu, Kyungsoo zaparkował samochód jak najbliżej się dało. Wysiadł i zobaczył, że Sehun też wysiada i idzie razem z nim w stronę wejścia na lotnisko.
- Ty nigdzie nie idziesz, ciulu – zatrzymał się i pacnął młodego w ramię.
Sehun niewzruszony zakazem hyunga poszedł dalej i tylko pomachał mu znikając za rozsuwanymi drzwiami. Soo musiał podbiec za nim.
- Masz, załóż to – wręczył mu czapkę baseballówkę.
Sehun skrzywił się, ale założył.
- A ty hyung?
Kyungsoo miał wrażenie, że wszystkie oczy są zwrócone na nich, ale bardzo usilnie zagłuszał to uczucie, tak jak zresztą robił to zawsze w tłumie ludzi. Stanął swobodnie przed terminalem, z którego ciągle wychodzili ludzie, obserwował każdego wychodzącego.
- Mówiłem ci kiedyś, że musisz zachowywać się normalnie, aby nie zwracali na ciebie uwagi. Ludzie patrzą tylko na nerwowych, dziwnie zachowujących się ludzi. Sam nawet nie wiesz jak sprawiasz, że się na ciebie gapią.
Sehun rozejrzał się dookoła. W tłumie otaczających ich ludzi praktycznie nikt im się nie przyglądał. Nikt może z wyjątkiem dwóch ajumm po prawej.
- No one się gapią – szepnął do Kyungsoo.
- Ale to dlatego, że jesteś wysoki do nieba a głupi jak trzeba – odparł sucho Soo.
Sehun przez chwilę przyglądał się mu, po czym skrzywił się i odparł:
- A hyung jest wredna menda.
Soo chwycił go za kark i zamknął w zapaśniczym uścisku. Przez chwilę szarpali się ze sobą jak male dzieci z podstawówki, po czym zwolnił uścisk, gdy usłyszał szepty ludzi dookoła nich. „No kurwa, przecież miałem zachowywać się normalnie” przeklął se w myślach. Poprawił swoją koszulkę i odchrząknął.
- Później się policzymy.
- Tak tak hyuuung - Sehun obok szczerzył się jak głupi.
Soo wrócił do bacznego obserwowania ludzi z terminala A. Masa czarnych azjatyckich głów wychodziła stamtąd i wędrowała dalej ku ludziom, którzy na nich oczekiwali. Mignęło mu kilku obcokrajowców, w tym większa grupka wysokich mężczyzn w średnim wieku i z płowymi włosami. Podszedł do nich Azjata w czarnym garniturze i z rozłożoną białą kartką w dłoniach. Potem widział jakieś małżeństwo z dwójką dzieci, małymi blond aniołkami. Potem dostrzegł jakąś dziewczyną w kapturze od bluzy na głowie. Od góry do dołu ubrana w czarne rzeczy, wyglądała jak mały miś. Jej bluza miała takie małe uszka, a ona sama na nosie miała okulary stylizowane na misia. Targała za sobą wielgachną walizkę. Przełknął ślinę.
„Giza”
         Stał jak wryty. Wyglądała tak cholernie słodko w tej misiowej postaci, że aż go zamurowało. Złapała jego wzrok i uśmiechnęła się do niego. Jej oczy jakby zniknęły z twarzy, ale to był najpiękniejszy uśmiech, jaki kiedykolwiek widział. Wtedy Sehun pacnął go w ramie, po czym pierwszy ruszył w kierunku dziewczyny. Soo zdezorientowany też ruszył ku niej.
- Hello! – krzyknęła do nich Giza. Spoglądała uradowana to na Soo, to na Sehuna.
- Welcom Giza-shi! – Sehun zamachał do niej, po czym chwycił za rączkę jej walizki i przyciągnął bliżej.
- Witaj – odparł Soo. Czuł się tak zajebiście niezręcznie w tej sytuacji. Oddałby wszystko by Sehuna tu nie było i mogliby być z Gizą tylko we dwoje, ale z drugiej strony nie mógł słowa z siebie wykrztusić, więc młoda gaduła rozładowała trochę atmosferę.
- How ….. your trip?? – dukał Sehun, a z jego twarzy nie schodził uśmiech wielki jak banan.
Giza zaśmiała się zasłaniając usta ręką.
- Hmmmm… było w porządku – odparła po koreańsku.
Kyungsoo przez chwilę przyglądał się jak śmieją się jedno do drugiego, po czym zdenerwowany chwycił Gize za rękę.
- Chodźmy już, nie mamy zbyt wiele czasu.
- Ya! oppa! – Gizie, zaskoczonej tą reakcja, uśmiech szybko spadł z twarzy - Myślałam, że się cieszysz, że przyjeżdżam. Sam zresztą chciałeś…
- Wiem! – odparł Soo i zatrzymał się. Popatrzył Gizie prosto w oczy – Naprawdę cieszę się, że przyjechałaś, Ola.
         Patrzył jej w oczy intensywnie. Nie była mu bierna. Generalnie…. to wszystko nie było takie łatwe. Westchnął i odwrócił wzrok. Poszli dalej, ale on nie puścił jej ręki.
         Głupi był. Czego się spodziewał? Właściwie zupełnie nic między nimi nie było. Poznali się w zeszłym roku poprzez jego lekko nawiedzona kuzynkę. Giza wraz z koleżanką zwiedzała Koreę. W Seulu mieszkały u Soojin w domu na kilka nocy. Dziewczyny świetnie się dogadywały, a na wieść, że te Polki lubią EXO, a jedna nawet bardzo D.O, Soojin postanowiła zaaranżować małe spotkanie niespodziankę dla nich. Nie chciał totalnie iść na nie, ale jego kuzynka miała ten cholerny nieodparty urok i tupet jedynaczki, która dostaje zawsze to czego chce. Gdy spotkał wtedy Gizę, poczuł to ukłucie, które już raz go dosięgło w szkole średniej, kiedy podkochiwał się w nauczycielce od matematyki. I od razu wiedział, że to nie będzie dla niego nic dobrego. No i nie było, był tego pewien. Gdyby nie to, Gizy nie było by tu teraz, nie musiałby stawać na rzęsach by jej pomóc. Delikatnie musnął palcem jej dłoń. A jednak, jak ostatni idiota,
w głębi duszy cieszył się, że znów ją widzi.
         Gdy doszli do samochodu Sehun zapakował walizkę Gizy do bagażnika. Soo odpalił auto.
- Giza-shi, a powiedz, macie tam w Polsce więcej fanek naszego zespołu? – zapytał, wieszając się na oparciu przedniego siedzenia gdzie siedziała Giza.
- Fanów EXO jest bardzo dużo na całym świecie, oczywiście w Polsce też – uśmiechnęła się do niego.
- A są tam jakieś moje fanki??
- Hahaha oczywiście, nawet ja nią jestem – puściła do niego oko.
         Kyungsoo wcisnął gwałtownie pedał gazu. Jednak żałował po stokroć, że zabrał tego smarka ze sobą. Poczuł, że szybko musi zapalić.
- Najpierw pojedziemy do pana Kim Hyunshika – powiedział niskim głosem. – To człowiek, który odpowiada za dział mody w magazynie Aegyo Things. Potem pomyślałem, że dobrze byłoby się spotkać z ludźmi z firmy Cute Decor, oni też mogą ci pomóc. Myślałem też o naszej noonie, stylistce Jang, ewentualnie w sferze stylizacji też można by spróbować.
Giza podrapała się w głowę.
- To znaczy… jedziemy już teraz? – zapytała zdziwiona – Ale… ja myślałam, że spędzimy razem chociaż trochę czasu. Jestem zresztą zmęczona…
- Nie wyglądasz na zmęczoną – odparł Soo i spojrzał na nią uważnie – Posłuchaj, zróbmy to teraz, od razu. Jeśli dziś nam się uda może zaczniesz pracować już od poniedziałku. Potem na pewno znajdziemy też czas na zwiedzanie.
- Zwiedzanie, moja dupa – szepnęła Giza, na co Sehun parsknął śmiechem.
- Jak chcesz to ja ci pokażę Seul – zaproponował ochoczo.
- Ty to lepiej siedź w chałupie na dupie! – wrzasnął Soo.
Oboje spojrzeli na niego mega zaskoczeni.
- Ile razy gdzieś cię z Tao wywieje Suhy musi jechać i zbierać was prawie że z ulicy. Nie martwisz się tym, że kiedyś ktoś zrobi wam zdjęcia?
- Hyung, to nie mi pierwszemu zrobili zdjęcie jak fajczyłem pod klubem – wycedził Sehun. Spojrzał na swojego hyunga, ale ten szybko odwrócił wzrok.
- Jakie zdjęcie??!! – zapytała Giza – Oppa ty….??!!
Kyungsoo machnął ręka.
- NIEWAŻNE!
Giza zrobiła nadąsaną minę. Sehun wysunął się do przodu by zbliżyć swoją twarz do jej twarzy.
- Ten twój oppa, Giza-shi, raz, jeden jedyny raz w swoim życiu, dał się namówić na fajeczkę pod klubem gdzie akurat pojechaliśmy po nagraniach dla Music Banku. Ponieważ rzadko naciąga na te swoje piękne włoski kaptury ~twierdzi, że nie lubi~ to gdy sasaengi zrobiły fotę i przesłały do naszego menadżera, na pierwszym planie znalazła się jego buzia. Chanyeol i Baekhuyn zresztą stali tyłem.
Giza zasłoniła twarz dłońmi.
- Omona…. – westchnęła.
- Więc menadżer hyung musiał ratować dupę Kyungsoo hyunga i dilować z sasengami przez dwa tygodnie. W końcu im obiecał darmowe wejściówki pod scenę na następny fanmeeting. – wytłumaczył Sehun – Tak to jest po prostu, gdy człowiek się pilnuje całe życie, a potem jak ze smyczy pies spuszczony….
Kyungsoo rzucił Sehunowi groźne spojrzenie, więc ten przerwał w pół zdania.
- Słuchajcie, nieważne – powiedziała Giza – Dobrze, jedźmy w te wszystkie miejsca, o których mówiłeś Soo oppa, ale proszę odwieź mnie potem do dziewczyn. Zatrzymały się tu i tu będę mieszkać – podała mu małą kartkę papieru.
Po czym wykonała telefon do kogoś, prawdopodobnie do swoich przyjaciółek. Dużo mówiła w dziwnym szeleszczącym języku, Sehun podsłuchiwał jawnie, ale pewne było, że nic nie rozumie. Giza dużo się śmiała, co z jednej strony Kyungsoo cieszyło, z drugiej trochę irytowała, no bo przecież nie śmiała się z niego, prawda?
Zatrzymał w końcu samochód przed niewielkim, nowoczesnym budynkiem.
- Jesteśmy na miejscu – powiedział.
Kilka godzin później stali i popalali we trójkę papierosy za budynkiem restauracji, tak by nikt z ulicy ich nie mógł zobaczyć. Giza miała lekko zmartwioną minę, Soo przyglądał jej się uważnie.
- No i jak wrażenia? – zapytał ją.
- Spoko – wypuściła obłoczek dymu – Z tym, że z tym panem Hyunshikiem umowa jest na dwa miesiące. Co później gdybym zechciała zostać dłużej?
- Później to coś wymyślimy – odparł spokojnie.
- Znowu Cute Decor dają umowę na pół roku, ale za to chcą bym pojechała na miesiąc do Sydney na staż, zupełnie nie wiem po co.
- Zostań w Seulu – powiedział cicho Sehun wpatrując się w żar swojego papierosa.
Giza uśmiechnęła się lekko.
- Nie mam zamiaru go opuszczać.
Kyungsoo chrząknął nerwowo.
- Dobra – zaczął – masz czas się zastanowić. Teraz chodźmy coś zjeść.
- Oppa, nie chcę jeść – Giza wydęła usteczka – Chcę na lody.
- To na lody w takim razie.
Chwyciła go pod pachę cała roześmiana, jej oczy znów zniknęły. Soo spiął się przez chwilę, ale potem jego ciało ogarnęło przyjemne ciepło. Zignorował prychnięcie Sehuna, jego lekko rzucony tekst „Lody są dla dzieciaków” i wyszli na ulicę pełną ludzi.
Zjedli lody, połazili trochę po ulicach Hongdae. Czas płynął miło na wspólnym gadaniu i żartach, ale niestety szybko, nie ogarnęli nawet kiedy zastała ich prawie północ. W pewnym momencie Sehun powiedział, że Tao na niego czeka w Budogung, ich ulubionej restauracji, i ulotnił się w kilka sekund. Giza też obwieściła, że chce już jechać pod wskazany wcześniej adres, nie chciała by koleżanki się o nią martwiły. Jednak Soo nie chciał się z nią rozstawać, akurat teraz kiedy w koncu zostali tylko we dwoje.
- Hmm chciałbym ci coś jeszcze pokazać – powiedział – Teraz jest tam właśnie najpiękniej.
Zawiózł ja na wzgórze … (czy to słynne z dram wzgórze ma jakąś nazwę?). Przez całą drogę w górę słyszał jej ciche utyskiwania, że „o tej porze łazić tak”, że „w ogóle matko święta ona już nie może dalej, oppa”, że „chyba powariowałeś no ja pierdole no”. Padło też kilka słów w jej języku, dość mocnych i chyba niekoniecznie grzecznych. Kiedy ponownie stanęła i oponowała ruszyć dalej, wyciągnął do niej dłoń. Popatrzyła na nią zła jak osa, potem spojrzała na niego.
- Oppa! – zaczęła błagalnie.
Zszedł do niej i ponownie, tak jak zrobił to rano, chwycił ją za rękę sam.
- Już niedaleko, obiecuję.
Prawda, zaledwie kilka kroków dalej byli już na szczycie. Złapał ramiona Gizy i odwrócił ja przodem do nocnego miasta.
- Woaaahh!... – widok zaparł jej dech w piersiach – Soo oppa, to jest takie piękne!
Przez kilka minut stali tak w ciszy, patrząc na tętniące nocnym życiem miasto. Kyungsoo nadal trzymał dłonie oparte na ramionach Gizy. Nie chciał ich puszczać, ale jednak zdjął je. Wtedy Giza odwróciła się do niego i popatrzyła z uśmiechem w oczy.
- No, niewątpliwie, mój oppa jest najlepszy – powiedziała i objęła go w pasie.
Soo przez chwilę stał jak kołek. Poklepał ją po plecach, jakby pocieszał dziecko. Wiedział, była mu wdzięczna za pomoc, była wzruszona tym, że znów jest w Seulu, wiedział ile to wszystko dla niej znaczy. Ale trudno było myśleć racjonalnie, kiedy tak się do niego kleiła. Jednak musiał myśleć racjonalnie. Chciał ją odepchnąć, ale Giza jeszcze mocniej go objęła.
- Jeszcze chwilę, Soo oppa – mruknęła – Tak jest cieplej.
         Taki mały puchaty miś tulił się do niego i naprawdę było mu ciepło. Jednak nie mógł przekroczyć pewnej granicy. Co by wtedy zrobiła? Powiedziała? Zbyt duże ryzyko. Ale odepchnąć ją w takim momencie też było niemożliwe. Zwłaszcza, że przecież od ponad roku właśnie tego chciał. Znalazł się między młotem a kowadłem, no i sam sobie taki los zgotował. Wahał się tylko jeszcze chwilę, po czym też mocniej objął Gizę. Usłyszał jak się zaśmiała.
- Oppa – odchyliła się od niego, jej oczy iskrzyły – musisz czuć się samotny.
         Zdziwiony zamrugał kilka razy.
- Dlaczego tak sądzisz? – zapytał.
- Hmmm…. tak myślę, bo inaczej nie byłbyś zły na cały świat za dnia i nie pragnął ludzkiego ciepła w nocy.
- Nie rozumiem – odsunął się od niej, automatycznie poczuł chłód tam gdzie się z nim stykała.
Chwyciła go za rękę.
- Nie jest wam łatwo. Kris odszedł, a na was spadł ciężar jego odejścia. Potem promocja za promocją, twoja drama, te skandale… Jednak wciąż w tym wszystkim byłeś sam, nikt tak naprawdę nie rozumie co czujesz, nawet koledzy z zespołu, bo macie tak odmienne charaktery. Brzmię teraz może jak najzwyklejsza fanka, ale przecież też nią jestem. Martwię się o was, tak samo jak was kocham. Martwię się o ciebie, oppa.
Odwrócił wzrok od jej twarzy, zapatrzył się w światła miasta płynące w dolinie.
- Nie wiem tylko dlaczego zamykasz się przed innymi – ciągnęła dalej – Gdy poznałam cię rok temu nie byłeś taki. Pamiętasz jak popalaliśmy papierosy u Soojin na balkonie, chowając się za osłonką, tak by jej rodzice nas nie zauważyli? To była błahostka, ale jakże dobra zabawa. Śmialiśmy się wtedy jak małe dzieci, które coś przed chwilą spsociły, ale jeszcze nikt się nie dowiedział o ich winie. Chciałabym by ten uśmiech wrócił na twoje usta, oppa.
- Więc co zamierzasz zrobić? – zapytał sucho.
- Nie mogę ci powiedzieć wszystkiego od razu – uśmiechnęła się tajemniczo – Po prostu poczekaj, a się przekonasz co potrafię hahah!
Musnęła ręką kosmyk jego włosów.
- Ale wszystko w swoim czasie. Proszę odwieź mnie pod ten adres, jestem już bardzo zmęczona.
Czemu miał wrażenie, że w jej oczach jest troska i zmartwienie, kiedy tak patrzyła mu w twarz. Nie chciał tych uczuć. Martwi się o niego? Jak fanka. Martwi się też o resztę, o Sehuna, Suho hyunga, o Tao. A nie mogłaby tylko o niego? Skoro i tak stwierdziła, że potrzebuje jej pomocy. Może właśnie najbardziej ze wszystkich.

W ciszy zeszli ze wzgórza. W samochodzie, gdy tylko ruszyli, dostrzegł, że Giza zasnęła. Zwolnił podczas przejeżdżania przez śpiącego policjanta. Może i nie był gotowy na to co jednak miała mu do zaoferowania, ale nie mógł się tego też doczekać.

środa, 13 sierpnia 2014

Czaptero first! Nie tacy święci jak wam się zdaje :P

Charter I

Seul, luty 2015.

Lay, lekko zawiany, ale wciąż na własnych nogach, wyszedł z restauracji, w której jego zdaniem podawali najlepsze bulgogi na świecie. Kochał bulgogi! Kochał w ogóle koreańską, ostrą kuchnię, chociaż był od urodzenia Chińczykiem...... Próbując przypalić papierosa poczuł, że w kieszeni wibruje mu telefon. Zamykając zapalniczkę wyciągnął swojego Szajsunga i spojrzał na wyświetlacz.
"My Lu-Ge"
"Omo! - pomyślał se w myśli - Lu-Ge? O tej porze przecież powinien być zajęty..." Ale odebrał szybko telefon, wiedząc, że jego starszy kolega nie lubi czekać słuchając ich utworu "Baby don't cry" na czasoumilaczu.
- YiXing~ah! – usłyszał, zanim jeszcze zdołał wydukać "Hallo" - Słuuuchaj chłopie, jest mały problem tu u nas.
Lay pamiętał, że Lu-Ge wraz z jeszcze kilkoma kolegami miał trenować do występu w programie Immortal Song 2, który miał odbyć się już za trzy dni. Ich CEO strasznie cisnął chłopaków, bo zleżało mu na zdobyciu dla zespołu rangi świetnych wokali, w świecie k-showbiznesu nie było lepszej furtki do tego jak ten właśnie program.
- No stary... jaki problem? Chen marudzi? - dopytywał - Poproś Kyungsoo by to załatwił.
- Kyungsoo gdzieś wywiało, coś bredził, że jego laska dziś zjeżdża do Koreły - tłumaczył Luhan - A to właśnie Chen mi tu truje, że umówił się z jakimiś laskami w "Nore Nore"… Wiesz, tam gdzie zawsze łazimy po próbach.... Aktualnie jesteśmy tu z Chenem sami, bo Baek w ogóle nie odbiera telefonów i nikt go dziś nie widział... A ta pierdoła dardamelska nie chce iść sam... Naumawiał się z foczkami, a teraz kurwa chodź z nim za rączke na randki....
Lay parsknął śmiechem, bo to było totalnie w stylu Kim Jongdae.
- Dobra Lu... Bo wiesz ja tu z Chanyeolem jestem, bulgogi nam się zachciało, a skoro i tak nie mamy w tym tygodniu nic do roboty.... Dobra, to za pół godziny na miejscu ziooom? Jesteśmy akurat w pobliżu "Nore Nore".......
- Ok Ok...... to dawaj gazu z tym Chanyeolem, bo my już jesteśmy na miejscu, Chen stawia dziś salkę - krzyczał w słuchawkę Luhan, gdyż znajdowali się zapewne na jednej z najbardziej ruchliwych ulic w Seulu *tu wpisz nazwę* nieopodal noreabngu.
Lay rzucił na ziemię papierosa, przygasił szybko nogą i schował telefon z powrotem do kieszeni. Wrócił do restauracji, gdzie na sali siedział lekko zamulony po soju Chanyeol. Przystanął nad nim - nie wyglądał najlepiej, chyba za dużo alko i papierosów, ale klepnął kolegę w ramię by ten się ocknął.
- Dawaj Chanyeol, walimy do "Nore Nore" - powiedział i zaczął zbierać jego rzeczy ze stolika, wcisnął mu telefon i fajki w dłonie i chwycił za ramię.
- Co? Gdzie? Do "Nore" .... ?? Nie mam ochoty dziś na śpiewanie - mamrotał Chanyeol, ale posłusznie wstał i chował papierosy do kieszeni kurtki.
- Tylko schowaj to dobrze! - ostrzegł go Lay i pokłonił się ahjummie za barem - Ahjumma! Bulgogi najlepsze pod słońcem - cmoknał palce - Jeszcze tu wrócimy!
Gdy wyszedł z powrotem przed restaurację poczuł, że coś lekko mży z nieba i pomyślał se przez chwilę, że to chujowo, bo jego włosy zawsze się zaczynają kręcić w tym momencie. "Oh well - pomyślał se w myśli - najwyżej zrobimy dziś z siebie barana". Chanyeol dreptał u jego boku, próbując zapiąć swoją kurtkę, ale najwidoczniej widział już podwójnie, bo nie potrafił trafić w suwak....
- Czekaj głąbie - przystanął i pomógł koledze - Widać tobie to niewiele soju do szczęścia brakuje.
Chanyeol uśmiechnął się od ucha do ucha.
- Gomawo hyuuung~~! - już miał zamiar ściskać go, ale Lay w porę się odsunął i Chanyeol tylko machnął rękoma przed jego oczami.
- Dobra dobra, czułości później.
Szli tak ulicami nocnego Seulu nie rozglądając się za bardzo na boki. Lay usłyszał kilka westchnień przechodniów, którzy ich mijali i pomyślał, że nie ma mowy, by nikt ich tutaj nie rozpoznał. Ulice były pełne ludzi, oświetlone, w Seulu życie towarzyskie zawsze kwitło, co właśnie go ujęło w tym mieście. A skoro juz byli na tyle popularni by mieć problemy z przejściem się po lotnisku, z wylotem i przylotem do tego kraju, więc nie dziwi, że ulica też nie była dla nich bezpiecznym miejscem.
- Dawaj, dawaj Chanyeol! - zawołał - Luhan i Chen już na nas tam czekają.
- Chen ta łajza? - mruknał Chanyeola - Co znowu wymyślił??
- Dowiesz się na miejscu - chwycił Chanyeola za ramie i skręcili w uliczkę, na której mieścił się noraebang.
Podeszli do wejścia, ale Lay musiał szybko odskoczyć, by nie dostać drzwiami. Wyskoczył zza nich młody, wysoki chłopak w jaskrawych butach.
- KAI! - krzyknał Chanyeol - A co ty tu kurwa robisz??
Kai, lekko zmieszany, popatrzył na obu, ale po chwili uśmiechnął się i machnął ręką.
- Aaa tam, z Taeminem byłem, ale musiał wracać do wytwórni, wiecie mają comeback....
Chanyeol nie zastanawiając się długo uwiesił się na dopiero co spotkanym koledze i zawołał:
-To teraz idziesz tam z nami! - i pociągnął go z powrotem do noraebangu.
Gdy weszli tuż przy ladzie stał Luhan."
- YiXing~ah! Tutaj tutaj - krzyknął na ich widok.
Gdy podeszli przybił sobie ze wszystkimi po żółwiku
- Kai! Tak właśnie myślałem czy to nie ty.... Byłeś tu sam??
- Nie no długa historia - mruknął Kai - Co z tym Chenem pierdołą?
Luhan wzniósł oczy ku górze.
- Nie wiem, robi za alfonsa czy za swatkę. Opowiadał mi dziś jak spotkał tydzień temu na Hongdae jakieś laski z zagranicy, z Holandii czy skądś tam. Zagadał do nich, bo oczywiście Chen dobra dusza, a dziewczyny mapę do góry nogami studiowały.
- Taaa podszedł do nich, bo to potencjalne obmacywano, a nie żeby im pomóc - zaśmiał się Chanyeol. - Chen by pomagał, o moja dupa!
- Nieważne no - kontynuował dalej Luhan - Przekręcił im ta mapę w odpowiednią stronę podobno i wytłumaczył jak dojść do celu, gdzie chciały. Najlepsze jest kurwa to, że go poznały. Wiedziały od razu, że to kurwa pierdolony Chen z EXO!
Lay parsknął smiechem, Chanyeol wraz z nim, tylko Kai uśmiechnął się smutno.
- O dziwo okazały się normalnie - westchnął Luhan. Każdy z nich ma już na koncie wiele przypałów z fankami, nieważne z jakiego zakątka świata. - Nie chciały zdjęć ani nic, tylko autografy. I kurwa dobrze, pamiętacie jakie zjeby dostał Kris po tych fotach z Rosjankami.
- Noooo - Lay podrapał się w brodę - A Baek drugi. Tak lustrować dziewczynom cycki .......
- Było i się skończyło, teraz ma mniejsze cycki do lustrowania - zaśmiał się Chanyeol.
- Dobra chłopaki, ale teraz jest akcja, że wziął od jednej z nich numer telefonu i dziś do nich przy mnie zadzwonił. - tłumaczył dalej Luhan - Umówił się tutaj na noraebang, ale po tym jak się rozłączył zaczął wyć, że on się wstydzi i sam nie pójdzie. W końcu ich było trzy a on jeden, obawiał się mocno, że mogłyby mu zrobić krzywdę.....
Kai spojrzał na Chanyeola.
- Ja nigdy nie zapomnę tej chińskiej faneczki - powiedział niemalże z przerażeniem. - Była mała, weszła do mojego pokoju przez lukę pod drzwiami....
Chanyeol objął go za ramię.
- Rozmawialiśmy o tym już wiele razy. Trzeba było drzeć japę, to bym przybiegł z odsieczą. A nie... Stanąłeś jak jakaś piczka w kącie przerażony.
- Trzeba było to widzieć jej oczy kurwa! - krzyknął Kai
- Ile razy jeszcze będziemy o tym gadać? - spytał Lay zupełnie nie zainteresowany dalszym opowiadaniem wrażeń po spotkaniu z chińskim sasaengiem. - Chodźmy już do Chena, obawiam się, że jeśli zamówił też drinki to może być niezły ubaw.
Luhan pokiwał ze zrozumieniem głową i poprowadził kolegów do wynajętej na ten wieczór sali. W środku Chen już śpiewał ostatnia piosenkę Zang Li Yin, ich starszej koleżanki po fachu z wytwórni. Najwidoczniej miał słabość do jej utworów, bo niemalże płakał.
- Chen fujaro! - krzyknął Chanyeol wchodząc. Chen obrócił się i lekko odsunął, bo Chanyeol biegł do niego juz z wyciągniętymi rękami. - W co ty znowu nas wpakowałeś? - chwycił kolegę pod gardło i zaczął lekko przyduszać
- Puść baranie, bo powiem Suhemu, że dzisiaj fajczyłeś - żachnął sie Chen - Śmierdzisz jak popielnica.
- Śmierdzisz jak po-piel-ni-ca! - przedrzeźniał go Chanyeol. - A ty śmierdzisz jak Holandia.
Chen poprawił swoja koszule po tym jak Chanyeol go puścił.
- Jaka kurwa znowu Holandia??
Lay tymczasem pierwszy dorwał się do chipsów zanim jeszcze Kai dopatrzył się, że stoją na stole.
- Ej! - krzyknął Kai - tylko nie zjedz wszystkich. To fried chicken, hyung!!
-Arasso arasso, zostawię ci okruszki - uśmiechnął się Lay, po czym musiał stoczyć mała walkę z Kaiem o misę z chipsami.
Luhan usiadł spokojnie na kanapie i przyglądał się Chenowi.
- No to o której maja być tu twoje panie? - zapytał.
Chen odłożył mikrofon i spojrzał na zegarek.
- Powinny być tu juz pół godziny temu.
- PHI! - parsknął Luhan.
- No co? No co? To kobity, one zawsze się spóźniają.
- Tak, i nie ważne skąd są - dopowiedział Lay odsuwając od siebie stopę Kaia. - A ty byś mógł w lutym nosić skarpetki.
- Hyung za gorąco! - zaśmiał się Kai i otworzył buzię - Chipsa!
- Dobra kurwa, ale jak to się okaża jakieś napalone faneczky to masz wpierdol od Kyungsoo, Chen~ah! - Luhan juz lekko zirytowany wiercił się na kanapie.
- To są całkiem normalne dziewczyny - uśmiechnął się tajemniczo Chen.
W tym momencie drzwi lekko się uchyliły i ktoś wszedł do sali noraebangu.
Wszyscy zwrócili głowy w stronę drzwi. Zza nich wyszła dziewczyna, drobna i szczupła, z burzą brązowych loków zaczesanych na jedną stronę. Chanyeol na moment zamknął mocno powieki a potem znów je szeroko otworzył, bo nie mógł oderwać oczu od jej krótkiej czarnej sukienki. Miała ona też tylko jedno bardzo długie ramię, drugie zupełnie nagie, ukazywało jej porcelanową skórę. Tylko przerzucone przez ramię fioletowe futerko osłaniało ją przed męskim wzrokiem. Widząc minę Chanyeola uśmiechnęła się tylko lekko i weszła głębiej do sali, by zaraz za nią pojawiła się następna, znacznie wyższa, ze splecionymi w warkocz bujnymi włosami. Kai podrapał się nerwowo chipsem w brodę, bo tak długich nóg chyba jeszcze w życiu na żywo nie widział. Troszeczkę chyba zdenerwowana jego spojrzeniem, poprawiła na sobie zieloną obcisłą sukienkę i przełożyła kurtkę z dłoni do dłoni.
Na końcu zaraz za nią weszła ostatnia. Długie blond włosy i wielkie niebieskie oczy. To wszystko co zdołał zarejestrować Lay, nawet w tym  półmroku sali, zanim jęknął „Łaaaał”. Była tak samo szczupła jak jej koleżanki i także ubrana w sukienkę, jednak jej sukienka była krótka formą bombki w ciemno różowym kolorze. Popatrzyła bystro najpierw na nich, potem na swoje koleżanki i zapytała się o coś w dziwnym języku. Pierwsza z dziewczyn odwróciła się do niej i przytaknęła.
W sali wytworzyła się dziwnie nerwowa atmosfera. Chen z BANANEM NA TWARZY przyglądał się swoim nowym koleżankom.
- No i co koledzy? – powiedział wyraźnie cedząc słowa, po czym wstał przywitać dziewczyny.
Staną przed nimi machając do każdej. Te odmachały ze śmiechem.
- Anyooong! – powiedział słodko, na co wzbudził wśród nich jeszcze większy śmiech.
- Anyooong Chen Chen – odpowiedziała pierwsza.
- Siadajcie gdzie chcecie!
- Ya ya! – szepnął Chanyeol konspiracyjnie – Dlaczego gadasz do nich po koreańsku palancie?! Mów po angielsku, angielsku!
         Uśmiechnał się do dziewczyny w zielonej sukience i zaświergotał:
- Najstu you miiit you ! Maaj nejmu is Chanyeol, Chaaaan~~yeoool!
         Dziewczyna wyraźnie zdezorientowana usiadła między nim a Kaiem we wskazanym jej miejscu. Chanyeol nie przestawał się uśmiechać jak idiota, a Kai za to spiął się w sobie i maksymalnie wyprostował, bo dziewczyna nawet, gdy siadła koło niego była prawie równa mu wzrostem. Potem pod stołem próbował szybko założyć buta, którego Lay zdarł mu ze stopy podczas walki o chipsy.
Blondynka nie czekając na zaproszenie sama wybrała sobie miejsce na końcu sof, tuż koło nadal oszołomionego Laya. Przypatrywała mu się w skupieniu, aż jednak musiał odwrócić wzrok od jej oczu. Uśmiechnęła się do niego, a on automatycznie zrobił to samo. Tyle tylko, że zrobił do tego jednocześnie skręt głowy w bok, więc musiało to wyglądać jakby był idiotą.
Tylko pierwsza z dziewczyn stała nadal wpatrzona w siedzącego naprzeciw niej Luhana, który równie intensywnie patrzył na nią.
- Anyonniga seyo Luhan-shi – powiedziała po koreańsku z miłym akcentem.
Wszyscy spojrzeli na nich w skupieniu.
         Luhan przez chwilę wpatrywał się w nią w milczeniu. Jego usta były lekko uchylone a oddech przyspieszony.
- Mag…. Mag… Magda!? – wydukał w końcu i wstał.
         Dziewczyna przysunęła się bliżej do niego i spojrzała odważnie prosto w oczy.
- Long time no see you – powiedziała.
Chanyeol patrzył to na jedno to na drugie.
- To wy się znacie?? – zapytał zdezorientowany.
- Ummm – przytaknął Luhan. – Znamy się już bardzo długo…. Ale nigdy w życiu bym nie pomyślał, że spotkamy się tu i teraz.
Jego wzrok ciągle błądził po twarzy dziewczyny, jakby próbował zapamiętać każdy jej szczegół. Przez chwilę i ona mu się uważnie przyglądała, po czym westchnęła cichutko i usiadła na wolnym miejscu obok niego. Siedzący tam Chen lekko się tylko posunął.
- Nic się nie zmieniłeś – powiedziała jakby do siebie. Jej koreański był naprawdę świetny, czego Lay nie mógł pojąc.
Zwrócił się do siedzącej obok blondynki, która w międzyczasie - chyba ze znudzenia - zaczęła wertować książeczkę z piosenkami do wyboru.
- Do you….. speak Korean?? Too?? – zapytał.
Spojrzała przelotnie na niego.
- Uhum – przytaknęła przekręcając kolejną stronę.
- Domyślam się, że ty też - wskazał na dziewczynę w zielonej sukience. – Yaaaa! no to nieźle. A Chanyeol tu robi z siebie idiotę – zaśmiał się.
Chanyeol rzucił mu groźne spojrzenie, ale Lay nic sobie z tego nie robił. Wstał jakby go w dupę parzyło i wykrzyknął:
- No ale skąd wy się znacie?!
         Luhan, który nieustannie przyglądał się Magdzie, nic nie odpowiedział. Za to ona spojrzała z uśmiechem na Chanyeola i zaczęła mu tłumaczyć:
- Znamy się hmmm…. z weibo. Dawno, dawno temu byłam na wymianie studenckiej w Szanghaju. Z mojej podróży pisałam bloga, a ponieważ chciałam poćwiczyć też mój chiński, założyłam go właśnie na weibo. Nie wiem jak, ale pewnego razu trafiłam na jego bloga. Zdaje się, że przygotowywał się do przeprowadzki do Koreły. Zaciekawiło mnie to, co pisał i z kilku moich komentarzy wynikła dalsza rozmowa.
- Ale jak…? tu…? ty teraz?? w ogóle??? – Chanyeol w całym swoim zadziwieniu nie mógł już sklecić już porządnego zdania.
- Tutaj jestem z dziewczynami jako turystka. W końcu spełniamy swoje marzenie o odwiedzeniu tego kraju.
- A świat jest kurwa taki mały – dodał Chen z westchnieniem. Oboje spojrzeli na siebie porozumiewawczo i zaczęli się śmiać.
Luhan zmarszczył czoło patrząc na nich.
- Nie pisałaś na tym blogu już od wielu miesięcy.
         Magda spojrzała na niego.
- Czyżbyś nadal go śledził?? – zapytała.
Luhan chrząknął i odwrócił szybko wzrok zdenerwowany.
Chanyeol, jako największa gaduła i jeden z przedstawicieli Beagle Team w tym towarzystwie klasnął w dłonie i zatarł je.
- Ale co będziemy tu siedzieć i wspominać o suchym pysku. Chen zamawiaj soju i piwo!! Robimy SOME!
Chenowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Wstał, ale jeszcze zanim wyszedł chwycił Madi za rękę i pociągnął za sobą.
- Ale pani idzie ze mną – powiedział – Zwiedzać i poznawać Korełę od kuchni.
         Na to Luhan lekko się poderwał poirytowany, ale nic nie powiedział, by ich zatrzymać, gdy wychodzili. Przez chwilę w sali nadal panowała cisza, którą jednak postanowił przerwać Lay.
- Generalnie to ja nadal nie wiem jak macie na imię – powiedział patrząc na pozostałe dziewczyny.
- No jak do tej pory to nikt o to nas nie pytał, więęcc…. – zaczęła blondynka – Ja mam na imię Jola – podała rękę każdemu z chłopców. Kai musiał swoją wytrzeć w spodnie, bo była brudna od chipsów.
- A ja Monika, ale możecie do mnie mówić Monia – puściła oko. Kai odchrząknął nerwowo i gdy podawał jej rękę, głęboko się pokłonił.
- No to ten tego…… zwiedzacie Koreę….. – Chanyeol nagle nie wiedział jak zacząć.
- Trochę tak i trochę nie. Zwiedzamy, gdy mamy czas. – sytuacje postanowiła ratować Jola – Ale także tu pracujemy. Madi pracuje jako tłumacz z angielskiego, Monia i ja pracujemy w Disneylandzie, rozdajemy przechodniom ulotki i zaproszenia. Trochę też statystujemy w dramach i filmach…… W wolnym czasie zwiedzamy i poznajemy prawdziwe życie w Korei.
- Wooaah! to macie lepiej niż ja, gdy tu przyjechałem! – krzyknął Lay zafascynowany.
         Jola poklepała go po ramieniu.
- Domyślam się, że nie było ci łatwo.
Lay zrobił smutna minę, jak przedszkolak, któremu inne dziecko ukradło ostatnie ciasteczko z talerza.
- Uhum… - mruknął.
- Weź nie pierdol, tuż przed debiutem Suhy zabrał ciebie, Luhana, Krisa i Tao na zwiedzanie, nie pamiętasz? – Chanyeol wpakował kolejnego chipsa do buzi.
- Eeee… z tej wycieczki pamiętam tylko tyle, że Sehun rzygał na roller coasterze w Lotte World – powiedział Lay spoglądając w sufit.
Wszyscy zaśmiali się, a Kai dodał:
- Dzieeeciaaak !!
- I kto to mówi! – prychnęła Monia.
Kai otworzył szeroko oczy z zaskoczenia i aż lekko uniósł się nad sofę.
- JA?! no chyba ciebie pogrza….. – w ostatniej chwili się opanował i odchrząknął zamiast skończyć.
- No a kto tu siedział bez butów jak weszłyśmy?
- To wina YiXinga! Hyuung…… zabrał moje chipsy fried chicken… - dokończył speszony.
W tym momencie wszedł Chen z Madi, a za nimi kelnerzy z tacami pełnymi piw, soju i szklanek. Chanyeol poderwał się do nich pierwszy i zaczął nalewać trunki i ustawiać z nich słynne piramidki.
Późniejsza rozmowa toczyła się płynniej niż ta na początku. Alkohol w każdej szerokości geograficznej działa jak taki zwalniacz hamulców, tu było nie inaczej. Dziewczyny opisywały swoja pracę, miejsca, w których udało im się już być, chłopcy narzekali na to, że ich wolny czas spedzają generalnie na spaniu.
W końcu Chen pierwszy poderwał się ustawiać urządzenie do wyboru piosenek.
- Nie zapomnijmy, że jesteśmy w noraebang! – krzyknął – Czas na śpiewanie yeee!
Odpalił pierwszą piosenkę, którą wcześniej wybrał. Z głośników popłynęła piosenka Fly To The Sky „Habit”. Z szelmowskim uśmiechem zwrócił się w stronę swoich towarzyszy i powiedział:
- Ale ktoś musi mi pomóc to zaspiewać.
Dziewczyny zaczęły machać rękoma na znak protestu, najbardziej Monia, którą Kai nieśmiało aczkolwiek stanowczo zaczął wypychać w stronę Chena. Kiedy nikt się nie zgłosił na ochotnika, Chen sam stanął przed Madi i wyciągnął do niej rękę.
- To mój wybór pada dziś na ciebie.
Madi w pierwszej chwili zaniemówiła, ale szybki rzut oka na napiętą twarz Luhana zaważyła na jej decyzji.
- Ok ok. – powiedziała i podała Chenowi dłoń.
Zaczęli śpiewać i ku zaskoczeniu Chena Madi szło całkiem nieźle. Zadowolona, że zrobiła wrażenie na tak dobrym wokaliście, Madi cała w skowronkach śpiewała dalej. Natomiast Luhan… Luhan nie mogąc przestać obserwować tej dwójki próbował wlać w siebie cokolwiek ze szklanek, które miał przed sobą, czym wywołał śmiech na twarzach siedzących obok Kaia i Moni.
W momencie lekkiego uniesienia Chen chwycił Madi za dłoń i spojrzał jej z uśmiechem w oczy. Luhan, który pił akurat piwo, zachłysnął się i to co chciał połknąć niestety wypluł wprost na swoje spodnie.
- Kurwa hyung! – krzyknął Kai i aż odskoczył od niego, zbliżając się tym samym w stronę Moni. – Pozalewasz całe gacie jak będziesz tak feelsował.
Luhan rzucił mu tylko gniewne spojrzenie. Przez chwile patrzył jeszcze na złączone dłonie Madi i Chena, po czym wstał za szybko jak na wstawionego faceta i zachwiał się niebezpiecznie. Kai próbował chwycić go za rękę, w obawie przed zaliczeniem gleby przez hyunga, ale ten tylko machnął ręka i wyszedł z sali.
Nieświadomi niczego Chen i Madi zakończyli piosenkę słodkim finałowym wyciem w trzeciej oktawie, po czym zebrali od wszystkich obecnych gromkie brawa. Ukłonili się ładnie swojej publiczności, po czym Chen ni stąd ni zowąd przyciągnął dziewczynę do siebie i przytrzymał w uścisku nieco dłużej niż to wypada. Madi całkiem zaskoczona zamrugała oczami, jednak widząc przezajebisty uśmiech Chena, gdy na nią patrzył, też się roześmiała.
- Woah! Chena~ah, szalejesz! Madi, już pytali się o ciebie w SMEncie! – zawył Chanyeol.
         Gdy podeszli do stolików, podał im kieliszki. Kolejna kolejeczka poszła w dół po przełyku. Madi siadając na swoim miejscu zauważyła, że Luhan gdzieś znikł.
- Omo! A gdzie Lu?? – zapytała.
         Lay błednym wzrokiem omiótł salę.
- O kurwa – powiedział jakby do siebie i ni z tego ni z owego wypadł z sali na korytarz.
- I tego też wywiało. – powiedział Chanyeol – No i kurwa ich strata. Pijemy moje drogie panie – zagarnął Monie wolnym ramieniem, a do Joli puścił oko.
Kai będąc już nieźle wstawionym strząsnął rękę Chanyeola z ramienia Moni i wyciągnął się w jego stronę z zaczepnym wyrazem twarzy.
- Ej ty! Uważaj, gdzie te rączki…. no w ogóle – beknął – w ogóle to się odsuń zioom!
Chanyeol popukał Kai w czoło i nalał mu znów soju do kieliszka. Kai jeszcze pomachał mu tylko paluszkiem przed nosem.
- Bo widzisz – mówił dalej – bo my z Moniaa mamy taki tajny układ kurwa…
Monia pokręciła głową z niedowierzaniem i zupełnie sama wypiła alkohol ze swojego kieliszka.
- Jutro idziemy… razem na lody… i ciebie kurwa nie bierzemy ha! – wykrzyczał mu w twarz.
         Na co Chanyeol wyciągnął telefon i zaczął wybierać numer telefonu.
- Poczekaj kurwa, poczeeekaj ja powiem wszystko Kyungsoo.
- A SE MÓW!
- Hej Chen~Chen, powiedz mi – zaczęła Madi w międzyczasie, gdy tamta dwójka zaczęła wyrywać sobie telefon – jak to jest w tym dormie? Naprawdę tak super wam ten nowy urządzili?
- Uhum – mruknął Chen popijając – praktycznie się o siebie nie potykamy. To dwópietrowy mały domek, niedaleko od Gangnam, rowerem to 15 minut. Pokoje na maksa wypasione, wszystko świeżo po remoncie.
- Ok. A jak tak mieszkacie? To znaczy, kto z kim? To nas fanów zawsze mega interesuje – uśmiechnęła się Madi. Jola z zainteresowaniem przysiadła się do nich, skoro Lay ją tak pozostawił samej sobie.
- Na dole są trzy pokoje, salon, kuchnia, łazienka. Jeden pokój dzielą Suho, Tao i Sehun – zaczął wyliczac Chen – Drugi pokój dzielę ja i Chanyeol, a trzeci Kai i Kyungsoo.
- Uhuuu Kaisoo, no proszę – roześmiała się Jola. Na moment zwróciła tym uwage Kaia, ale zaraz po tym oberwał w głowę od Chanyeola, więc wrócił do przepychanek i walki o telefon.
- Na górze są też trzy pokoje i jedna łazienka. W jednym pokoju mieszka Lay i ja, w drugim Baekhyun i Luhan a w trzecim, ostatnim mieszkają Xiumin i Sehun.
- O! A to dopiero, nie ma Xiuhanów?! – zdziwiła się Jola i widać było, że ten fakt wyraźnie ją zasmuca.
Madi szturchnęła koleżankę w bok.
- Żadnych Xiuhanów, mówię ci!
Chen lekko się skrzywił.
- Nooo z tymi Xiuhanami to tak nie do końca……- zaczął, ale skończył widząc jak dziewczyny wpatrywały się w niego z napięciem.
- Ale co nie do końca?? – zapytała Jola.
Chen patrzył w oczy raz jednej raz drugiej i nie wiedzieć czy to wina wypitego alkoholu czy wpatrzonych w niego dwóch par damskich oczu wypalił nagle:
- No bo Luhan hyung jest gejem.
- Ej ale to tak… na serio serio? – spytała Jola – Bo wiesz, fani owszem fantazjują o was, te wszystkie pairingi i bromance, ale… no nie, chyba nikt nie wierzy w to, że możecie być gejami.
Chen kiwał ze zrozumieniem głową. Jednak na koniec powiedział ze śmiertelną powagę:
- To tak na serio serio.
Madi opadła na oparcie sofy i słychać było jak głośno wypuszcza powietrze.
- No to kurwa fantastycznie, nigdy mi nic nie napisał – wymamrotała, po czym jednym chaustem dopiła to co miała w swoim kieliszku.
- Ale jakby co to ja wam nic nie mówiłem, to normalnie tajemnica do grobowej deski – zażegnywał się Chen.
Z głośników popłynęła piosenka EXO „My turn to cry”, która nie mając o niczym pojęcia ustawiła Monia. Madi popatrzyła na wyświetlane na ekranie słowa piosenki i nie wiedziec czemu zaczęła płakać. Jola nie wiedząc zupełnie co się z nią dzieje, chciała jakby objąć koleżankę, ale bała się, że gdy to zrobi Madi się rozsypie na kawałki.
- Ej, co jest hę? – spytała tylko i ścisnęła Madi za rękę.
- Chen polej – poprosiła Madi, co Chen równie zatroskany co Jola natychmiast zrobił. Madi jednym haustem wypiła to, co jej nalał.
W tym samym czasie do sali wpadł Lay. Przez chwilę rozglądał się po sali jakby wpadł do nieznanego miejsca, po czym jak spojrzał na Jole to uśmiechnął się słodko i pomachał.
- Chwileczkę! – powiedział do niej i zwrócił się do Madi, która śpiewała sobie pod nosem słowa piosenki – Nie chciałbym przeszkadzać, ale my musimy iść w pewne miejsce.
Pociągnął zdezorientowaną Madi na korytarz.
- Ty teraz sobie tu postój i poczekaj, nie ruszaj się nigdzie, musimy rozwiązać pewien problem – powiedział i zniknął za zakrętem.
Ale Madi nie miała zamiaru tak sobie po prostu stać na wąskim korytarzu noraebangu, zwłaszcza, że przechodzący ludzie ją ciągle zawadzali a wypity alkohol dodawał odwagi. Podciągnęła sobie jeszcze do góry już i tak niebezpiecznie krótką sukienkę, odrzuciła włosy do tyłu i ruszyła tam gdzie zniknął Lay.
- Jak ty sobie to kurwa wyobrażasz? – usłyszała podniesione męskie głosy, jednak nie na tyle głośne by słyszeć je na kilometr. – I co myślisz, że uwierzy?
„To Han!” – pomyślała se w myśli. Szła jednak dalej, bez zatrzymywania.
- Słuchaj ziooom, a co miałaby nie uwierzyć. Przecież nic nie wie o tym, co cię łączy z Xiuminem – przekonywał go Lay.
Madi stanęła nagle. Obawiała się, że mogą teraz paść najgorsze słowa, których po raz drugi nie chciała dziś wieczór słyszeć. Zaczęła się cofać.
- Przecież wiadomo, że to z Xiuminem to bujda na resorach tylko po to by laski dały nam żyć w spokoju – powiedział nagle Luhan.
         Ponownie się zatrzymała i stała jak wryta. Już nie przeszkadzało jej, że ludzie się o nią prawie potykają. Próbowała najszybciej jak się da na jej pijany umysł przetrawić docierające do niej informacje.
- Sam jej to powiedz i zobaczymy co zrobi – powiedział Lay i po chwili pojawili się na korytarzu.
Ciągnął Luhana za rękaw koszuli, gdyż ten stawiał opór by iść w stronę Madi. Ona, gdy tylko ich zobaczyła odwróciła wzrok i patrzyła gdzieś tępo w sufit. Napięcie, które czuła w sercu narastało i myślała, że zaraz straci oddech.
- Teraz tu powiesz jej wszystko ładnie hyung – zarządził Lay. – A ja wracam do Joli hehe – uśmiechnął się, pomachał im na odchodnym i zniknął za drzwiami ich sali noraebangu.
         Luhan mrugał jak opętany.
- Madi, no bo wiesz …- zaczął tym razem po chińsku – ja … tzn. ja i Xiumin….. uhh…
Madi wykonała ruch jakby chciała się odwrócić na pięcie i odejść, co spowodowało, że Luhan w końcu krzyknął:
- Podobasz mi się!...... Już dawno to czułem, ale….. debiut, zasady wytwórni, na wszystko tak mało czasu i ty w tej Polsce…. – urwał.
Podszedł do niej bliżej, najbliżej jak się da.
- Przepraszam, ale byłoby mi miło, gdybyś nie musiała ściskać Chena za rączkę.
Popatrzyła mu w oczy i postanowiła zaryzykować.
- Idź, nie pierdol pedale, wiem wszystko – odsunęła się od niego, ale niezbyt daleko, bo Luhan złapał ją szybko za rękę. Gdy to zrobił, nie zatrzymał się w pół drogi, tylko przyciągnął ją Aż do swoich ust i lekko pocałował.
Madi oczy rozszerzyły się jak polskie pięć złotych. Gdy ją od siebie odsunął, wyszeptała:
- Żarty sobie robisz, prawda?
Wtedy już nie delikatnie, ale jednym zdecydowanym ruchem objął ją w pasie i zaczął całować. Przez chwilę miała wrażenie, że unosi się nad ziemią dopóki ktoś jak to już nie pierwszy raz potrącił ją w tym wąskim korytarzu.
Odsunęła się szybko i dotykając ściany dłonią dotarła do drzwi ich norebangowej salki. Gdy weszła do środka przez chwilę musiała przyzwyczaić wzrok do ciemności. Mając w głowie mętlik i czując jakby zaraz jej serce miało wyskoczyć przez gardło, wolała wrócić między ludzi. Będąc dalej sam na sam z Luhanem nie ręczyłaby za siebie.
Odnalazła wzrokiem Jolę, która w kącie sali grała w łapki z Layem.
- Co wy kurwa robicie?! ……..– szarpnęła ją za rękę. Trudno było zrozumieć tą dwójkę. - Słuchaj, wracajmy już – powiedziała.
Lay uniósł wzrok.
- Noona, zostańcie! Jeszcze trochę …..
- Siadaj Madi, jeszcze chwilę. – powiedziała Jola.
Przyglądała się uważnie przyjaciółce, potem jednak zamieniła szeptem kilka słów z Layem. Ten z niezbyt zadowoloną miną przytaknął.
Madi usiadła obok nich i z ulgą zauważyła, że w sali jednak nie ma nadal Luhana. Nie planowała tak szybkiego obrotu akcji. Przynajmniej plany snute od dawna w Polsce nie przewidywały, że sprawy potoczą się tak szybko. O nie nie nie, w żadnym wypadku tak szybko, ale przynajmniej pocieszające, że wszystko działo się po jej myśli. No, tylko co zrobi dalej? Nagle wstrzymała oddech, gdy otworzyły się drzwi do sali.
- Uszanowaneczko! – krzyknął Chanyeol wchodząc. Po obu stronach miał uczepione do ramion dwie śliczne dziewczyny rasy kaukaskiej.
Lay pokręcił z niedowierzaniem głową.
- No to znów się zaczyna. – mruknął. – Russian saram…..
Chanyeol mocno już wstawiony opadł z dziewczynami na kanapy. Jedna bawiła się jego lekko pokręconymi włosami, druga powoli odpinała guziki koszuli, a Chanyeolowe ręce już błądziły po jej nagim udzie, niebezpiecznie wysoko zadzierając jej sukienkę do góry.
- Layyy…. o co tutaj chodzi?? – wymamrotała Jola, wpatrując się w Chanyeola i jego nowe koleżanki.
Lay przyskoczył do tego miłosnego trójkąta i pociągnął Chanyeola za włosy.
- Dzwonię po Suhego, koniec tej imprezy – wyciągnął telefon.
Jola szturchnęła Madi.
- My też się zmywamy, trzeba jeszcze odnaleźć Monię. – wstała i chwyciła za ramię Laya – Przepraszam, że tak szybko musimy się rozstać. Liczę jednak na to, że spotkamy się jeszcze kiedyś.
- Noona…… - Lay jakby chciał coś odpowiedzieć, ale jola z Madi już wyszły.
         Kierując się w stronę wyjścia, Madi spojrzała jeszcze za siebie. Ujrzała Luhana opartego o ścianę, tuż koło drzwi ich sali norebangu. Gdy ich oczy się spotkały wyprostował się i zatrzymał w pół kroku, ale nie ruszył za nimi. Po chwili skręciły i zniknął jej z oczu. „Dlaczego nie poszedł za nami? – zapytała se w myslach – Nie…. lepiej, że za nami nie poszedł”.