Charter
I
Seul,
luty 2015.
Lay, lekko zawiany, ale wciąż na własnych nogach,
wyszedł z restauracji, w której jego zdaniem podawali najlepsze bulgogi na
świecie. Kochał bulgogi! Kochał w ogóle koreańską, ostrą kuchnię, chociaż był
od urodzenia Chińczykiem...... Próbując przypalić papierosa poczuł, że w
kieszeni wibruje mu telefon. Zamykając zapalniczkę wyciągnął swojego Szajsunga
i spojrzał na wyświetlacz.
"My Lu-Ge"
"Omo!
- pomyślał se w myśli - Lu-Ge? O tej porze przecież powinien być
zajęty..." Ale odebrał szybko telefon, wiedząc, że jego starszy kolega nie
lubi czekać słuchając ich utworu "Baby don't cry" na czasoumilaczu.
-
YiXing~ah! – usłyszał, zanim jeszcze zdołał wydukać "Hallo" -
Słuuuchaj chłopie, jest mały problem tu u nas.
Lay pamiętał, że Lu-Ge wraz z jeszcze kilkoma kolegami
miał trenować do występu w programie Immortal Song 2, który miał odbyć się już
za trzy dni. Ich CEO strasznie cisnął chłopaków, bo zleżało mu na zdobyciu dla
zespołu rangi świetnych wokali, w świecie k-showbiznesu nie było lepszej furtki
do tego jak ten właśnie program.
-
No stary... jaki problem? Chen marudzi? - dopytywał - Poproś Kyungsoo by to
załatwił.
-
Kyungsoo gdzieś wywiało, coś bredził, że jego laska dziś zjeżdża do Koreły -
tłumaczył Luhan - A to właśnie Chen mi tu truje, że umówił się z jakimiś
laskami w "Nore Nore"… Wiesz, tam gdzie zawsze łazimy po próbach....
Aktualnie jesteśmy tu z Chenem sami, bo Baek w ogóle nie odbiera telefonów i
nikt go dziś nie widział... A ta pierdoła dardamelska nie chce iść sam...
Naumawiał się z foczkami, a teraz kurwa chodź z nim za rączke na randki....
Lay parsknął śmiechem, bo to było totalnie w stylu Kim
Jongdae.
-
Dobra Lu... Bo wiesz ja tu z Chanyeolem jestem, bulgogi nam się zachciało, a
skoro i tak nie mamy w tym tygodniu nic do roboty.... Dobra, to za pół godziny
na miejscu ziooom? Jesteśmy akurat w pobliżu "Nore Nore".......
-
Ok Ok...... to dawaj gazu z tym Chanyeolem, bo my już jesteśmy na miejscu, Chen
stawia dziś salkę - krzyczał w słuchawkę Luhan, gdyż znajdowali się zapewne na
jednej z najbardziej ruchliwych ulic w Seulu *tu wpisz nazwę* nieopodal
noreabngu.
Lay rzucił na ziemię papierosa, przygasił szybko nogą
i schował telefon z powrotem do kieszeni. Wrócił do restauracji, gdzie na sali
siedział lekko zamulony po soju Chanyeol. Przystanął nad nim - nie wyglądał
najlepiej, chyba za dużo alko i papierosów, ale klepnął kolegę w ramię by ten
się ocknął.
-
Dawaj Chanyeol, walimy do "Nore Nore" - powiedział i zaczął zbierać
jego rzeczy ze stolika, wcisnął mu telefon i fajki w dłonie i chwycił za ramię.
-
Co? Gdzie? Do "Nore" .... ?? Nie mam ochoty dziś na śpiewanie -
mamrotał Chanyeol, ale posłusznie wstał i chował papierosy do kieszeni kurtki.
-
Tylko schowaj to dobrze! - ostrzegł go Lay i pokłonił się ahjummie za barem -
Ahjumma! Bulgogi najlepsze pod słońcem - cmoknał palce - Jeszcze tu wrócimy!
Gdy wyszedł z powrotem przed restaurację poczuł, że
coś lekko mży z nieba i pomyślał se przez chwilę, że to chujowo, bo jego włosy
zawsze się zaczynają kręcić w tym momencie. "Oh well - pomyślał se w myśli
- najwyżej zrobimy dziś z siebie barana". Chanyeol dreptał u jego boku,
próbując zapiąć swoją kurtkę, ale najwidoczniej widział już podwójnie, bo nie
potrafił trafić w suwak....
-
Czekaj głąbie - przystanął i pomógł koledze - Widać tobie to niewiele soju do
szczęścia brakuje.
Chanyeol uśmiechnął się od ucha do ucha.
-
Gomawo hyuuung~~! - już miał zamiar ściskać go, ale Lay w porę się odsunął i
Chanyeol tylko machnął rękoma przed jego oczami.
-
Dobra dobra, czułości później.
Szli tak ulicami nocnego Seulu nie rozglądając się za
bardzo na boki. Lay usłyszał kilka westchnień przechodniów, którzy ich mijali i
pomyślał, że nie ma mowy, by nikt ich tutaj nie rozpoznał. Ulice były pełne
ludzi, oświetlone, w Seulu życie towarzyskie zawsze kwitło, co właśnie go ujęło
w tym mieście. A skoro juz byli na tyle popularni by mieć problemy z przejściem
się po lotnisku, z wylotem i przylotem do tego kraju, więc nie dziwi, że ulica
też nie była dla nich bezpiecznym miejscem.
-
Dawaj, dawaj Chanyeol! - zawołał - Luhan i Chen już na nas tam czekają.
-
Chen ta łajza? - mruknał Chanyeola - Co znowu wymyślił??
-
Dowiesz się na miejscu - chwycił Chanyeola za ramie i skręcili w uliczkę, na
której mieścił się noraebang.
Podeszli do wejścia, ale Lay musiał szybko odskoczyć,
by nie dostać drzwiami. Wyskoczył zza nich młody, wysoki chłopak w jaskrawych
butach.
-
KAI! - krzyknał Chanyeol - A co ty tu kurwa robisz??
Kai, lekko zmieszany, popatrzył na obu, ale po chwili
uśmiechnął się i machnął ręką.
-
Aaa tam, z Taeminem byłem, ale musiał wracać do wytwórni, wiecie mają
comeback....
Chanyeol nie zastanawiając się długo uwiesił się na
dopiero co spotkanym koledze i zawołał:
-To
teraz idziesz tam z nami! - i pociągnął go z powrotem do noraebangu.
Gdy weszli tuż przy ladzie stał Luhan."
-
YiXing~ah! Tutaj tutaj - krzyknął na ich widok.
Gdy podeszli przybił sobie ze wszystkimi po żółwiku
-
Kai! Tak właśnie myślałem czy to nie ty.... Byłeś tu sam??
-
Nie no długa historia - mruknął Kai - Co z tym Chenem pierdołą?
Luhan wzniósł oczy ku górze.
-
Nie wiem, robi za alfonsa czy za swatkę. Opowiadał mi dziś jak spotkał tydzień
temu na Hongdae jakieś laski z zagranicy, z Holandii czy skądś tam. Zagadał do
nich, bo oczywiście Chen dobra dusza, a dziewczyny mapę do góry nogami
studiowały.
-
Taaa podszedł do nich, bo to potencjalne obmacywano, a nie żeby im pomóc -
zaśmiał się Chanyeol. - Chen by pomagał, o moja dupa!
-
Nieważne no - kontynuował dalej Luhan - Przekręcił im ta mapę w odpowiednią
stronę podobno i wytłumaczył jak dojść do celu, gdzie chciały. Najlepsze jest
kurwa to, że go poznały. Wiedziały od razu, że to kurwa pierdolony Chen z EXO!
Lay parsknął smiechem, Chanyeol wraz z nim, tylko Kai
uśmiechnął się smutno.
-
O dziwo okazały się normalnie - westchnął Luhan. Każdy z nich ma już na koncie
wiele przypałów z fankami, nieważne z jakiego zakątka świata. - Nie chciały
zdjęć ani nic, tylko autografy. I kurwa dobrze, pamiętacie jakie zjeby dostał
Kris po tych fotach z Rosjankami.
-
Noooo - Lay podrapał się w brodę - A Baek drugi. Tak lustrować dziewczynom
cycki .......
-
Było i się skończyło, teraz ma mniejsze cycki do lustrowania - zaśmiał się
Chanyeol.
-
Dobra chłopaki, ale teraz jest akcja, że wziął od jednej z nich numer telefonu
i dziś do nich przy mnie zadzwonił. - tłumaczył dalej Luhan - Umówił się tutaj
na noraebang, ale po tym jak się rozłączył zaczął wyć, że on się wstydzi i sam
nie pójdzie. W końcu ich było trzy a on jeden, obawiał się mocno, że mogłyby mu
zrobić krzywdę.....
Kai spojrzał na Chanyeola.
-
Ja nigdy nie zapomnę tej chińskiej faneczki - powiedział niemalże z
przerażeniem. - Była mała, weszła do mojego pokoju przez lukę pod drzwiami....
Chanyeol objął go za ramię.
-
Rozmawialiśmy o tym już wiele razy. Trzeba było drzeć japę, to bym przybiegł z
odsieczą. A nie... Stanąłeś jak jakaś piczka w kącie przerażony.
-
Trzeba było to widzieć jej oczy kurwa! - krzyknął Kai
-
Ile razy jeszcze będziemy o tym gadać? - spytał Lay zupełnie nie zainteresowany
dalszym opowiadaniem wrażeń po spotkaniu z chińskim sasaengiem. - Chodźmy już
do Chena, obawiam się, że jeśli zamówił też drinki to może być niezły ubaw.
Luhan pokiwał ze zrozumieniem głową i poprowadził
kolegów do wynajętej na ten wieczór sali. W środku Chen już śpiewał ostatnia
piosenkę Zang Li Yin, ich starszej koleżanki po fachu z wytwórni. Najwidoczniej
miał słabość do jej utworów, bo niemalże płakał.
-
Chen fujaro! - krzyknął Chanyeol wchodząc. Chen obrócił się i lekko odsunął, bo
Chanyeol biegł do niego juz z wyciągniętymi rękami. - W co ty znowu nas
wpakowałeś? - chwycił kolegę pod gardło i zaczął lekko przyduszać
-
Puść baranie, bo powiem Suhemu, że dzisiaj fajczyłeś - żachnął sie Chen -
Śmierdzisz jak popielnica.
-
Śmierdzisz jak po-piel-ni-ca! - przedrzeźniał go Chanyeol. - A ty śmierdzisz
jak Holandia.
Chen poprawił swoja koszule po tym jak Chanyeol go
puścił.
-
Jaka kurwa znowu Holandia??
Lay tymczasem pierwszy dorwał się do chipsów zanim jeszcze
Kai dopatrzył się, że stoją na stole.
-
Ej! - krzyknął Kai - tylko nie zjedz wszystkich. To fried chicken, hyung!!
-Arasso
arasso, zostawię ci okruszki - uśmiechnął się Lay, po czym musiał stoczyć mała
walkę z Kaiem o misę z chipsami.
Luhan usiadł spokojnie na kanapie i przyglądał się
Chenowi.
-
No to o której maja być tu twoje panie? - zapytał.
Chen odłożył mikrofon i spojrzał na zegarek.
-
Powinny być tu juz pół godziny temu.
-
PHI! - parsknął Luhan.
-
No co? No co? To kobity, one zawsze się spóźniają.
-
Tak, i nie ważne skąd są - dopowiedział Lay odsuwając od siebie stopę Kaia. - A
ty byś mógł w lutym nosić skarpetki.
-
Hyung za gorąco! - zaśmiał się Kai i otworzył buzię - Chipsa!
-
Dobra kurwa, ale jak to się okaża jakieś napalone faneczky to masz wpierdol od
Kyungsoo, Chen~ah! - Luhan juz lekko zirytowany wiercił się na kanapie.
-
To są całkiem normalne dziewczyny - uśmiechnął się tajemniczo Chen.
W tym momencie drzwi lekko się uchyliły i ktoś wszedł
do sali noraebangu.
Wszyscy zwrócili głowy w stronę drzwi. Zza nich wyszła
dziewczyna, drobna i szczupła, z burzą brązowych loków zaczesanych na jedną stronę.
Chanyeol na moment zamknął mocno powieki a potem znów je szeroko otworzył, bo
nie mógł oderwać oczu od jej krótkiej czarnej sukienki. Miała ona też tylko
jedno bardzo długie ramię, drugie zupełnie nagie, ukazywało jej porcelanową
skórę. Tylko przerzucone przez ramię fioletowe futerko osłaniało ją przed męskim
wzrokiem. Widząc minę Chanyeola uśmiechnęła się tylko lekko i weszła głębiej do
sali, by zaraz za nią pojawiła się następna, znacznie wyższa, ze splecionymi w
warkocz bujnymi włosami. Kai podrapał się nerwowo chipsem w brodę, bo tak
długich nóg chyba jeszcze w życiu na żywo nie widział. Troszeczkę chyba
zdenerwowana jego spojrzeniem, poprawiła na sobie zieloną obcisłą sukienkę i
przełożyła kurtkę z dłoni do dłoni.
Na końcu zaraz za nią weszła ostatnia. Długie blond
włosy i wielkie niebieskie oczy. To wszystko co zdołał zarejestrować Lay, nawet
w tym półmroku sali, zanim jęknął
„Łaaaał”. Była tak samo szczupła jak jej koleżanki i także ubrana w sukienkę,
jednak jej sukienka była krótka formą bombki w ciemno różowym kolorze. Popatrzyła
bystro najpierw na nich, potem na swoje koleżanki i zapytała się o coś w
dziwnym języku. Pierwsza z dziewczyn odwróciła się do niej i przytaknęła.
W sali wytworzyła się dziwnie nerwowa atmosfera. Chen
z BANANEM NA TWARZY przyglądał się swoim nowym koleżankom.
-
No i co koledzy? – powiedział wyraźnie cedząc słowa, po czym wstał przywitać
dziewczyny.
Staną przed nimi machając do każdej. Te odmachały ze
śmiechem.
-
Anyooong! – powiedział słodko, na co wzbudził wśród nich jeszcze większy śmiech.
-
Anyooong Chen Chen – odpowiedziała pierwsza.
-
Siadajcie gdzie chcecie!
-
Ya ya! – szepnął Chanyeol konspiracyjnie – Dlaczego gadasz do nich po koreańsku
palancie?! Mów po angielsku, angielsku!
Uśmiechnał się do dziewczyny w zielonej
sukience i zaświergotał:
- Najstu you miiit you ! Maaj
nejmu is Chanyeol, Chaaaan~~yeoool!
Dziewczyna wyraźnie
zdezorientowana usiadła między nim a Kaiem we wskazanym jej miejscu. Chanyeol
nie przestawał się uśmiechać jak idiota, a Kai za to spiął się w sobie i
maksymalnie wyprostował, bo dziewczyna nawet, gdy siadła koło niego była prawie
równa mu wzrostem. Potem pod stołem próbował szybko założyć buta, którego Lay
zdarł mu ze stopy podczas walki o chipsy.
Blondynka nie czekając na zaproszenie sama wybrała
sobie miejsce na końcu sof, tuż koło nadal oszołomionego Laya. Przypatrywała mu
się w skupieniu, aż jednak musiał odwrócić wzrok od jej oczu. Uśmiechnęła się
do niego, a on automatycznie zrobił to samo. Tyle tylko, że zrobił do tego
jednocześnie skręt głowy w bok, więc musiało to wyglądać jakby był idiotą.
Tylko pierwsza z dziewczyn stała nadal wpatrzona w
siedzącego naprzeciw niej Luhana, który równie intensywnie patrzył na nią.
-
Anyonniga seyo Luhan-shi – powiedziała po koreańsku z miłym akcentem.
Wszyscy spojrzeli na nich w skupieniu.
Luhan przez chwilę wpatrywał się w nią
w milczeniu. Jego usta były lekko uchylone a oddech przyspieszony.
-
Mag…. Mag… Magda!? – wydukał w końcu i wstał.
Dziewczyna przysunęła się bliżej do
niego i spojrzała odważnie prosto w oczy.
- Long time no see you –
powiedziała.
Chanyeol patrzył to na jedno to na drugie.
-
To wy się znacie?? – zapytał zdezorientowany.
-
Ummm – przytaknął Luhan. – Znamy się już bardzo długo…. Ale nigdy w życiu bym
nie pomyślał, że spotkamy się tu i teraz.
Jego wzrok ciągle błądził po twarzy dziewczyny, jakby
próbował zapamiętać każdy jej szczegół. Przez chwilę i ona mu się uważnie
przyglądała, po czym westchnęła cichutko i usiadła na wolnym miejscu obok
niego. Siedzący tam Chen lekko się tylko posunął.
- Nic się nie zmieniłeś – powiedziała jakby do siebie.
Jej koreański był naprawdę świetny, czego Lay nie mógł pojąc.
Zwrócił się do siedzącej obok blondynki, która w
międzyczasie - chyba ze znudzenia - zaczęła wertować książeczkę z piosenkami do
wyboru.
- Do you….. speak Korean?? Too?? – zapytał.
Spojrzała przelotnie na niego.
-
Uhum – przytaknęła przekręcając kolejną stronę.
-
Domyślam się, że ty też - wskazał na dziewczynę w zielonej sukience. – Yaaaa! no
to nieźle. A Chanyeol tu robi z siebie idiotę – zaśmiał się.
Chanyeol rzucił mu groźne spojrzenie, ale Lay nic
sobie z tego nie robił. Wstał jakby go w dupę parzyło i wykrzyknął:
-
No ale skąd wy się znacie?!
Luhan, który nieustannie przyglądał się
Magdzie, nic nie odpowiedział. Za to ona spojrzała z uśmiechem na Chanyeola i
zaczęła mu tłumaczyć:
-
Znamy się hmmm…. z weibo. Dawno, dawno temu byłam na wymianie studenckiej w
Szanghaju. Z mojej podróży pisałam bloga, a ponieważ chciałam poćwiczyć też mój
chiński, założyłam go właśnie na weibo. Nie wiem jak, ale pewnego razu trafiłam
na jego bloga. Zdaje się, że przygotowywał się do przeprowadzki do Koreły.
Zaciekawiło mnie to, co pisał i z kilku moich komentarzy wynikła dalsza
rozmowa.
-
Ale jak…? tu…? ty teraz?? w ogóle??? – Chanyeol w całym swoim zadziwieniu nie
mógł już sklecić już porządnego zdania.
-
Tutaj jestem z dziewczynami jako turystka. W końcu spełniamy swoje marzenie o
odwiedzeniu tego kraju.
-
A świat jest kurwa taki mały – dodał Chen z westchnieniem. Oboje spojrzeli na
siebie porozumiewawczo i zaczęli się śmiać.
Luhan zmarszczył czoło patrząc na nich.
-
Nie pisałaś na tym blogu już od wielu miesięcy.
Magda spojrzała na niego.
-
Czyżbyś nadal go śledził?? – zapytała.
Luhan chrząknął i odwrócił szybko wzrok zdenerwowany.
Chanyeol, jako największa gaduła i jeden z
przedstawicieli Beagle Team w tym towarzystwie klasnął w dłonie i zatarł je.
-
Ale co będziemy tu siedzieć i wspominać o suchym pysku. Chen zamawiaj soju i
piwo!! Robimy SOME!
Chenowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Wstał, ale
jeszcze zanim wyszedł chwycił Madi za rękę i pociągnął za sobą.
- Ale
pani idzie ze mną – powiedział – Zwiedzać i poznawać Korełę od kuchni.
Na to Luhan lekko się poderwał
poirytowany, ale nic nie powiedział, by ich zatrzymać, gdy wychodzili. Przez
chwilę w sali nadal panowała cisza, którą jednak postanowił przerwać Lay.
-
Generalnie to ja nadal nie wiem jak macie na imię – powiedział patrząc na
pozostałe dziewczyny.
-
No jak do tej pory to nikt o to nas nie pytał, więęcc…. – zaczęła blondynka –
Ja mam na imię Jola – podała rękę każdemu z chłopców. Kai musiał swoją wytrzeć
w spodnie, bo była brudna od chipsów.
-
A ja Monika, ale możecie do mnie mówić Monia – puściła oko. Kai odchrząknął
nerwowo i gdy podawał jej rękę, głęboko się pokłonił.
-
No to ten tego…… zwiedzacie Koreę….. – Chanyeol nagle nie wiedział jak zacząć.
-
Trochę tak i trochę nie. Zwiedzamy, gdy mamy czas. – sytuacje postanowiła
ratować Jola – Ale także tu pracujemy. Madi pracuje jako tłumacz z
angielskiego, Monia i ja pracujemy w Disneylandzie, rozdajemy przechodniom
ulotki i zaproszenia. Trochę też statystujemy w dramach i filmach…… W wolnym
czasie zwiedzamy i poznajemy prawdziwe życie w Korei.
-
Wooaah! to macie lepiej niż ja, gdy tu przyjechałem! – krzyknął Lay
zafascynowany.
Jola poklepała go po ramieniu.
-
Domyślam się, że nie było ci łatwo.
Lay zrobił smutna minę, jak przedszkolak, któremu inne
dziecko ukradło ostatnie ciasteczko z talerza.
-
Uhum… - mruknął.
-
Weź nie pierdol, tuż przed debiutem Suhy zabrał ciebie, Luhana, Krisa i Tao na
zwiedzanie, nie pamiętasz? – Chanyeol wpakował kolejnego chipsa do buzi.
-
Eeee… z tej wycieczki pamiętam tylko tyle, że Sehun rzygał na roller coasterze
w Lotte World – powiedział Lay spoglądając w sufit.
Wszyscy zaśmiali się, a Kai dodał:
-
Dzieeeciaaak !!
-
I kto to mówi! – prychnęła Monia.
Kai
otworzył szeroko oczy z zaskoczenia i aż lekko uniósł się nad sofę.
-
JA?! no chyba ciebie pogrza….. – w ostatniej chwili się opanował i odchrząknął
zamiast skończyć.
-
No a kto tu siedział bez butów jak weszłyśmy?
- To wina YiXinga! Hyuung…… zabrał moje chipsy fried chicken… - dokończył
speszony.
W tym momencie wszedł Chen z Madi, a za nimi kelnerzy
z tacami pełnymi piw, soju i szklanek. Chanyeol poderwał się do nich pierwszy i
zaczął nalewać trunki i ustawiać z nich słynne piramidki.
Późniejsza
rozmowa toczyła się płynniej niż ta na początku. Alkohol w każdej szerokości
geograficznej działa jak taki zwalniacz hamulców, tu było nie inaczej. Dziewczyny
opisywały swoja pracę, miejsca, w których udało im się już być, chłopcy
narzekali na to, że ich wolny czas spedzają generalnie na spaniu.
W końcu Chen pierwszy poderwał się ustawiać urządzenie
do wyboru piosenek.
-
Nie zapomnijmy, że jesteśmy w noraebang! – krzyknął – Czas na śpiewanie yeee!
Odpalił pierwszą piosenkę, którą wcześniej wybrał. Z
głośników popłynęła piosenka Fly To The Sky „Habit”. Z szelmowskim uśmiechem
zwrócił się w stronę swoich towarzyszy i powiedział:
-
Ale ktoś musi mi pomóc to zaspiewać.
Dziewczyny zaczęły machać rękoma na znak protestu,
najbardziej Monia, którą Kai nieśmiało aczkolwiek stanowczo zaczął wypychać w
stronę Chena. Kiedy nikt się nie zgłosił na ochotnika, Chen sam stanął przed
Madi i wyciągnął do niej rękę.
-
To mój wybór pada dziś na ciebie.
Madi w pierwszej chwili zaniemówiła, ale szybki rzut
oka na napiętą twarz Luhana zaważyła na jej decyzji.
- Ok
ok. – powiedziała i podała Chenowi dłoń.
Zaczęli śpiewać i ku zaskoczeniu Chena Madi szło
całkiem nieźle. Zadowolona, że zrobiła wrażenie na tak dobrym wokaliście, Madi
cała w skowronkach śpiewała dalej. Natomiast Luhan… Luhan nie mogąc przestać
obserwować tej dwójki próbował wlać w siebie cokolwiek ze szklanek, które miał
przed sobą, czym wywołał śmiech na twarzach siedzących obok Kaia i Moni.
W momencie lekkiego uniesienia Chen chwycił Madi za
dłoń i spojrzał jej z uśmiechem w oczy. Luhan, który pił akurat piwo,
zachłysnął się i to co chciał połknąć niestety wypluł wprost na swoje spodnie.
-
Kurwa hyung! – krzyknął Kai i aż odskoczył od niego, zbliżając się tym samym w
stronę Moni. – Pozalewasz całe gacie jak będziesz tak feelsował.
Luhan rzucił mu tylko gniewne spojrzenie. Przez chwile
patrzył jeszcze na złączone dłonie Madi i Chena, po czym wstał za szybko jak na
wstawionego faceta i zachwiał się niebezpiecznie. Kai próbował chwycić go za
rękę, w obawie przed zaliczeniem gleby przez hyunga, ale ten tylko machnął ręka
i wyszedł z sali.
Nieświadomi niczego Chen i Madi zakończyli piosenkę
słodkim finałowym wyciem w trzeciej oktawie, po czym zebrali od wszystkich
obecnych gromkie brawa. Ukłonili się ładnie swojej publiczności, po czym Chen
ni stąd ni zowąd przyciągnął dziewczynę do siebie i przytrzymał w uścisku nieco
dłużej niż to wypada. Madi całkiem zaskoczona zamrugała oczami, jednak widząc
przezajebisty uśmiech Chena, gdy na nią patrzył, też się roześmiała.
-
Woah! Chena~ah, szalejesz! Madi, już pytali się o ciebie w SMEncie! – zawył
Chanyeol.
Gdy podeszli do stolików, podał im
kieliszki. Kolejna kolejeczka poszła w dół po przełyku. Madi siadając na swoim
miejscu zauważyła, że Luhan gdzieś znikł.
-
Omo! A gdzie Lu?? – zapytała.
Lay błednym wzrokiem omiótł salę.
-
O kurwa – powiedział jakby do siebie i ni z tego ni z owego wypadł z sali na
korytarz.
-
I tego też wywiało. – powiedział Chanyeol – No i kurwa ich strata. Pijemy moje
drogie panie – zagarnął Monie wolnym ramieniem, a do Joli puścił oko.
Kai będąc już nieźle wstawionym strząsnął rękę
Chanyeola z ramienia Moni i wyciągnął się w jego stronę z zaczepnym wyrazem twarzy.
-
Ej ty! Uważaj, gdzie te rączki…. no w ogóle – beknął – w ogóle to się odsuń
zioom!
Chanyeol popukał Kai w czoło i nalał mu znów soju do
kieliszka. Kai jeszcze pomachał mu tylko paluszkiem przed nosem.
-
Bo widzisz – mówił dalej – bo my z Moniaa mamy taki tajny układ kurwa…
Monia pokręciła głową z niedowierzaniem i zupełnie
sama wypiła alkohol ze swojego kieliszka.
-
Jutro idziemy… razem na lody… i ciebie kurwa nie bierzemy ha! – wykrzyczał mu w
twarz.
Na co Chanyeol wyciągnął telefon i
zaczął wybierać numer telefonu.
-
Poczekaj kurwa, poczeeekaj ja powiem wszystko Kyungsoo.
-
A SE MÓW!
- Hej
Chen~Chen, powiedz mi – zaczęła Madi w międzyczasie, gdy tamta dwójka zaczęła
wyrywać sobie telefon – jak to jest w tym dormie? Naprawdę tak super wam ten
nowy urządzili?
-
Uhum – mruknął Chen popijając – praktycznie się o siebie nie potykamy. To
dwópietrowy mały domek, niedaleko od Gangnam, rowerem to 15 minut. Pokoje na
maksa wypasione, wszystko świeżo po remoncie.
-
Ok. A jak tak mieszkacie? To znaczy, kto z kim? To nas fanów zawsze mega
interesuje – uśmiechnęła się Madi. Jola z zainteresowaniem przysiadła się do
nich, skoro Lay ją tak pozostawił samej sobie.
-
Na dole są trzy pokoje, salon, kuchnia, łazienka. Jeden pokój dzielą Suho, Tao
i Sehun – zaczął wyliczac Chen – Drugi pokój dzielę ja i Chanyeol, a trzeci Kai
i Kyungsoo.
-
Uhuuu Kaisoo, no proszę – roześmiała się Jola. Na moment zwróciła tym uwage
Kaia, ale zaraz po tym oberwał w głowę od Chanyeola, więc wrócił do
przepychanek i walki o telefon.
-
Na górze są też trzy pokoje i jedna łazienka. W jednym pokoju mieszka Lay i ja,
w drugim Baekhyun i Luhan a w trzecim, ostatnim mieszkają Xiumin i Sehun.
-
O! A to dopiero, nie ma Xiuhanów?! – zdziwiła się Jola i widać było, że ten
fakt wyraźnie ją zasmuca.
Madi szturchnęła koleżankę w bok.
-
Żadnych Xiuhanów, mówię ci!
Chen lekko się skrzywił.
-
Nooo z tymi Xiuhanami to tak nie do końca……- zaczął, ale skończył widząc jak
dziewczyny wpatrywały się w niego z napięciem.
-
Ale co nie do końca?? – zapytała Jola.
Chen patrzył w oczy raz jednej raz drugiej i nie
wiedzieć czy to wina wypitego alkoholu czy wpatrzonych w niego dwóch par
damskich oczu wypalił nagle:
-
No bo Luhan hyung jest gejem.
-
Ej ale to tak… na serio serio? – spytała Jola – Bo wiesz, fani owszem fantazjują
o was, te wszystkie pairingi i bromance, ale… no nie, chyba nikt nie wierzy w
to, że możecie być gejami.
Chen kiwał ze zrozumieniem głową. Jednak na koniec
powiedział ze śmiertelną powagę:
-
To tak na serio serio.
Madi opadła na oparcie sofy i słychać było jak głośno
wypuszcza powietrze.
-
No to kurwa fantastycznie, nigdy mi nic nie napisał – wymamrotała, po czym
jednym chaustem dopiła to co miała w swoim kieliszku.
-
Ale jakby co to ja wam nic nie mówiłem, to normalnie tajemnica do grobowej
deski – zażegnywał się Chen.
Z głośników popłynęła piosenka EXO „My turn to cry”,
która nie mając o niczym pojęcia ustawiła Monia. Madi popatrzyła na wyświetlane
na ekranie słowa piosenki i nie wiedziec czemu zaczęła płakać. Jola nie wiedząc
zupełnie co się z nią dzieje, chciała jakby objąć koleżankę, ale bała się, że
gdy to zrobi Madi się rozsypie na kawałki.
-
Ej, co jest hę? – spytała tylko i ścisnęła Madi za rękę.
-
Chen polej – poprosiła Madi, co Chen równie zatroskany co Jola natychmiast
zrobił. Madi jednym haustem wypiła to, co jej nalał.
W tym samym czasie do sali wpadł Lay. Przez chwilę
rozglądał się po sali jakby wpadł do nieznanego miejsca, po czym jak spojrzał
na Jole to uśmiechnął się słodko i pomachał.
-
Chwileczkę! – powiedział do niej i zwrócił się do Madi, która śpiewała sobie
pod nosem słowa piosenki – Nie chciałbym przeszkadzać, ale my musimy iść w
pewne miejsce.
Pociągnął zdezorientowaną Madi na korytarz.
-
Ty teraz sobie tu postój i poczekaj, nie ruszaj się nigdzie, musimy rozwiązać
pewien problem – powiedział i zniknął za zakrętem.
Ale Madi nie miała zamiaru tak sobie po prostu stać na
wąskim korytarzu noraebangu, zwłaszcza, że przechodzący ludzie ją ciągle
zawadzali a wypity alkohol dodawał odwagi. Podciągnęła sobie jeszcze do góry
już i tak niebezpiecznie krótką sukienkę, odrzuciła włosy do tyłu i ruszyła tam
gdzie zniknął Lay.
- Jak ty sobie to kurwa wyobrażasz? – usłyszała
podniesione męskie głosy, jednak nie na tyle głośne by słyszeć je na kilometr.
– I co myślisz, że uwierzy?
„To
Han!” – pomyślała se w myśli. Szła jednak dalej, bez zatrzymywania.
-
Słuchaj ziooom, a co miałaby nie uwierzyć. Przecież nic nie wie o tym, co cię
łączy z Xiuminem – przekonywał go Lay.
Madi stanęła nagle. Obawiała się, że mogą teraz paść
najgorsze słowa, których po raz drugi nie chciała dziś wieczór słyszeć. Zaczęła
się cofać.
-
Przecież wiadomo, że to z Xiuminem to bujda na resorach tylko po to by laski
dały nam żyć w spokoju – powiedział nagle Luhan.
Ponownie się zatrzymała i stała jak
wryta. Już nie przeszkadzało jej, że ludzie się o nią prawie potykają.
Próbowała najszybciej jak się da na jej pijany umysł przetrawić docierające do
niej informacje.
-
Sam jej to powiedz i zobaczymy co zrobi – powiedział Lay i po chwili pojawili
się na korytarzu.
Ciągnął Luhana za rękaw koszuli, gdyż ten stawiał opór
by iść w stronę Madi. Ona, gdy tylko ich zobaczyła odwróciła wzrok i patrzyła
gdzieś tępo w sufit. Napięcie, które czuła w sercu narastało i myślała, że
zaraz straci oddech.
-
Teraz tu powiesz jej wszystko ładnie hyung – zarządził Lay. – A ja wracam do
Joli hehe – uśmiechnął się, pomachał im na odchodnym i zniknął za drzwiami ich
sali noraebangu.
Luhan mrugał jak opętany.
-
Madi, no bo wiesz …- zaczął tym razem po chińsku – ja … tzn. ja i Xiumin…..
uhh…
Madi wykonała ruch jakby chciała się odwrócić na
pięcie i odejść, co spowodowało, że Luhan w końcu krzyknął:
-
Podobasz mi się!...... Już dawno to czułem, ale….. debiut, zasady wytwórni, na
wszystko tak mało czasu i ty w tej Polsce…. – urwał.
Podszedł do niej bliżej, najbliżej jak się da.
-
Przepraszam, ale byłoby mi miło, gdybyś nie musiała ściskać Chena za rączkę.
Popatrzyła mu w oczy i postanowiła zaryzykować.
-
Idź, nie pierdol pedale, wiem wszystko – odsunęła się od niego, ale niezbyt
daleko, bo Luhan złapał ją szybko za rękę. Gdy to zrobił, nie zatrzymał się w
pół drogi, tylko przyciągnął ją Aż do swoich ust i lekko pocałował.
Madi oczy rozszerzyły się jak polskie pięć złotych.
Gdy ją od siebie odsunął, wyszeptała:
-
Żarty sobie robisz, prawda?
Wtedy już nie delikatnie, ale jednym zdecydowanym ruchem objął ją w
pasie i zaczął całować. Przez chwilę miała wrażenie, że unosi się nad ziemią
dopóki ktoś jak to już nie pierwszy raz potrącił ją w tym wąskim korytarzu.
Odsunęła się szybko i dotykając ściany dłonią dotarła
do drzwi ich norebangowej salki. Gdy weszła do środka przez chwilę musiała
przyzwyczaić wzrok do ciemności. Mając w głowie mętlik i czując jakby zaraz jej
serce miało wyskoczyć przez gardło, wolała wrócić między ludzi. Będąc dalej sam
na sam z Luhanem nie ręczyłaby za siebie.
Odnalazła wzrokiem Jolę, która w kącie sali grała w
łapki z Layem.
- Co
wy kurwa robicie?! ……..– szarpnęła ją za rękę. Trudno było zrozumieć tą dwójkę.
- Słuchaj, wracajmy już – powiedziała.
Lay uniósł wzrok.
-
Noona, zostańcie! Jeszcze trochę …..
-
Siadaj Madi, jeszcze chwilę. – powiedziała Jola.
Przyglądała się uważnie przyjaciółce, potem jednak
zamieniła szeptem kilka słów z Layem. Ten z niezbyt zadowoloną miną przytaknął.
Madi usiadła obok nich i z ulgą zauważyła, że w sali
jednak nie ma nadal Luhana. Nie planowała tak szybkiego obrotu akcji.
Przynajmniej plany snute od dawna w Polsce nie przewidywały, że sprawy potoczą
się tak szybko. O nie nie nie, w żadnym wypadku tak szybko, ale przynajmniej pocieszające,
że wszystko działo się po jej myśli. No, tylko co zrobi dalej? Nagle wstrzymała
oddech, gdy otworzyły się drzwi do sali.
-
Uszanowaneczko! – krzyknął Chanyeol wchodząc. Po obu stronach miał uczepione do
ramion dwie śliczne dziewczyny rasy kaukaskiej.
Lay pokręcił z niedowierzaniem głową.
-
No to znów się zaczyna. – mruknął. – Russian saram…..
Chanyeol mocno już wstawiony opadł z dziewczynami na
kanapy. Jedna bawiła się jego lekko pokręconymi włosami, druga powoli odpinała
guziki koszuli, a Chanyeolowe ręce już błądziły po jej nagim udzie,
niebezpiecznie wysoko zadzierając jej sukienkę do góry.
-
Layyy…. o co tutaj chodzi?? – wymamrotała Jola, wpatrując się w Chanyeola i
jego nowe koleżanki.
Lay przyskoczył do tego miłosnego trójkąta i pociągnął
Chanyeola za włosy.
-
Dzwonię po Suhego, koniec tej imprezy – wyciągnął telefon.
Jola szturchnęła Madi.
-
My też się zmywamy, trzeba jeszcze odnaleźć Monię. – wstała i chwyciła za ramię
Laya – Przepraszam, że tak szybko musimy się rozstać. Liczę jednak na to, że
spotkamy się jeszcze kiedyś.
-
Noona…… - Lay jakby chciał coś odpowiedzieć, ale jola z Madi już wyszły.
Kierując się w stronę wyjścia, Madi
spojrzała jeszcze za siebie. Ujrzała Luhana opartego o ścianę, tuż koło drzwi
ich sali norebangu. Gdy ich oczy się spotkały wyprostował się i zatrzymał w pół
kroku, ale nie ruszył za nimi. Po chwili skręciły i zniknął jej z oczu.
„Dlaczego nie poszedł za nami? – zapytała se w myslach – Nie…. lepiej, że za
nami nie poszedł”.