środa, 13 sierpnia 2014

Czaptero first! Nie tacy święci jak wam się zdaje :P

Charter I

Seul, luty 2015.

Lay, lekko zawiany, ale wciąż na własnych nogach, wyszedł z restauracji, w której jego zdaniem podawali najlepsze bulgogi na świecie. Kochał bulgogi! Kochał w ogóle koreańską, ostrą kuchnię, chociaż był od urodzenia Chińczykiem...... Próbując przypalić papierosa poczuł, że w kieszeni wibruje mu telefon. Zamykając zapalniczkę wyciągnął swojego Szajsunga i spojrzał na wyświetlacz.
"My Lu-Ge"
"Omo! - pomyślał se w myśli - Lu-Ge? O tej porze przecież powinien być zajęty..." Ale odebrał szybko telefon, wiedząc, że jego starszy kolega nie lubi czekać słuchając ich utworu "Baby don't cry" na czasoumilaczu.
- YiXing~ah! – usłyszał, zanim jeszcze zdołał wydukać "Hallo" - Słuuuchaj chłopie, jest mały problem tu u nas.
Lay pamiętał, że Lu-Ge wraz z jeszcze kilkoma kolegami miał trenować do występu w programie Immortal Song 2, który miał odbyć się już za trzy dni. Ich CEO strasznie cisnął chłopaków, bo zleżało mu na zdobyciu dla zespołu rangi świetnych wokali, w świecie k-showbiznesu nie było lepszej furtki do tego jak ten właśnie program.
- No stary... jaki problem? Chen marudzi? - dopytywał - Poproś Kyungsoo by to załatwił.
- Kyungsoo gdzieś wywiało, coś bredził, że jego laska dziś zjeżdża do Koreły - tłumaczył Luhan - A to właśnie Chen mi tu truje, że umówił się z jakimiś laskami w "Nore Nore"… Wiesz, tam gdzie zawsze łazimy po próbach.... Aktualnie jesteśmy tu z Chenem sami, bo Baek w ogóle nie odbiera telefonów i nikt go dziś nie widział... A ta pierdoła dardamelska nie chce iść sam... Naumawiał się z foczkami, a teraz kurwa chodź z nim za rączke na randki....
Lay parsknął śmiechem, bo to było totalnie w stylu Kim Jongdae.
- Dobra Lu... Bo wiesz ja tu z Chanyeolem jestem, bulgogi nam się zachciało, a skoro i tak nie mamy w tym tygodniu nic do roboty.... Dobra, to za pół godziny na miejscu ziooom? Jesteśmy akurat w pobliżu "Nore Nore".......
- Ok Ok...... to dawaj gazu z tym Chanyeolem, bo my już jesteśmy na miejscu, Chen stawia dziś salkę - krzyczał w słuchawkę Luhan, gdyż znajdowali się zapewne na jednej z najbardziej ruchliwych ulic w Seulu *tu wpisz nazwę* nieopodal noreabngu.
Lay rzucił na ziemię papierosa, przygasił szybko nogą i schował telefon z powrotem do kieszeni. Wrócił do restauracji, gdzie na sali siedział lekko zamulony po soju Chanyeol. Przystanął nad nim - nie wyglądał najlepiej, chyba za dużo alko i papierosów, ale klepnął kolegę w ramię by ten się ocknął.
- Dawaj Chanyeol, walimy do "Nore Nore" - powiedział i zaczął zbierać jego rzeczy ze stolika, wcisnął mu telefon i fajki w dłonie i chwycił za ramię.
- Co? Gdzie? Do "Nore" .... ?? Nie mam ochoty dziś na śpiewanie - mamrotał Chanyeol, ale posłusznie wstał i chował papierosy do kieszeni kurtki.
- Tylko schowaj to dobrze! - ostrzegł go Lay i pokłonił się ahjummie za barem - Ahjumma! Bulgogi najlepsze pod słońcem - cmoknał palce - Jeszcze tu wrócimy!
Gdy wyszedł z powrotem przed restaurację poczuł, że coś lekko mży z nieba i pomyślał se przez chwilę, że to chujowo, bo jego włosy zawsze się zaczynają kręcić w tym momencie. "Oh well - pomyślał se w myśli - najwyżej zrobimy dziś z siebie barana". Chanyeol dreptał u jego boku, próbując zapiąć swoją kurtkę, ale najwidoczniej widział już podwójnie, bo nie potrafił trafić w suwak....
- Czekaj głąbie - przystanął i pomógł koledze - Widać tobie to niewiele soju do szczęścia brakuje.
Chanyeol uśmiechnął się od ucha do ucha.
- Gomawo hyuuung~~! - już miał zamiar ściskać go, ale Lay w porę się odsunął i Chanyeol tylko machnął rękoma przed jego oczami.
- Dobra dobra, czułości później.
Szli tak ulicami nocnego Seulu nie rozglądając się za bardzo na boki. Lay usłyszał kilka westchnień przechodniów, którzy ich mijali i pomyślał, że nie ma mowy, by nikt ich tutaj nie rozpoznał. Ulice były pełne ludzi, oświetlone, w Seulu życie towarzyskie zawsze kwitło, co właśnie go ujęło w tym mieście. A skoro juz byli na tyle popularni by mieć problemy z przejściem się po lotnisku, z wylotem i przylotem do tego kraju, więc nie dziwi, że ulica też nie była dla nich bezpiecznym miejscem.
- Dawaj, dawaj Chanyeol! - zawołał - Luhan i Chen już na nas tam czekają.
- Chen ta łajza? - mruknał Chanyeola - Co znowu wymyślił??
- Dowiesz się na miejscu - chwycił Chanyeola za ramie i skręcili w uliczkę, na której mieścił się noraebang.
Podeszli do wejścia, ale Lay musiał szybko odskoczyć, by nie dostać drzwiami. Wyskoczył zza nich młody, wysoki chłopak w jaskrawych butach.
- KAI! - krzyknał Chanyeol - A co ty tu kurwa robisz??
Kai, lekko zmieszany, popatrzył na obu, ale po chwili uśmiechnął się i machnął ręką.
- Aaa tam, z Taeminem byłem, ale musiał wracać do wytwórni, wiecie mają comeback....
Chanyeol nie zastanawiając się długo uwiesił się na dopiero co spotkanym koledze i zawołał:
-To teraz idziesz tam z nami! - i pociągnął go z powrotem do noraebangu.
Gdy weszli tuż przy ladzie stał Luhan."
- YiXing~ah! Tutaj tutaj - krzyknął na ich widok.
Gdy podeszli przybił sobie ze wszystkimi po żółwiku
- Kai! Tak właśnie myślałem czy to nie ty.... Byłeś tu sam??
- Nie no długa historia - mruknął Kai - Co z tym Chenem pierdołą?
Luhan wzniósł oczy ku górze.
- Nie wiem, robi za alfonsa czy za swatkę. Opowiadał mi dziś jak spotkał tydzień temu na Hongdae jakieś laski z zagranicy, z Holandii czy skądś tam. Zagadał do nich, bo oczywiście Chen dobra dusza, a dziewczyny mapę do góry nogami studiowały.
- Taaa podszedł do nich, bo to potencjalne obmacywano, a nie żeby im pomóc - zaśmiał się Chanyeol. - Chen by pomagał, o moja dupa!
- Nieważne no - kontynuował dalej Luhan - Przekręcił im ta mapę w odpowiednią stronę podobno i wytłumaczył jak dojść do celu, gdzie chciały. Najlepsze jest kurwa to, że go poznały. Wiedziały od razu, że to kurwa pierdolony Chen z EXO!
Lay parsknął smiechem, Chanyeol wraz z nim, tylko Kai uśmiechnął się smutno.
- O dziwo okazały się normalnie - westchnął Luhan. Każdy z nich ma już na koncie wiele przypałów z fankami, nieważne z jakiego zakątka świata. - Nie chciały zdjęć ani nic, tylko autografy. I kurwa dobrze, pamiętacie jakie zjeby dostał Kris po tych fotach z Rosjankami.
- Noooo - Lay podrapał się w brodę - A Baek drugi. Tak lustrować dziewczynom cycki .......
- Było i się skończyło, teraz ma mniejsze cycki do lustrowania - zaśmiał się Chanyeol.
- Dobra chłopaki, ale teraz jest akcja, że wziął od jednej z nich numer telefonu i dziś do nich przy mnie zadzwonił. - tłumaczył dalej Luhan - Umówił się tutaj na noraebang, ale po tym jak się rozłączył zaczął wyć, że on się wstydzi i sam nie pójdzie. W końcu ich było trzy a on jeden, obawiał się mocno, że mogłyby mu zrobić krzywdę.....
Kai spojrzał na Chanyeola.
- Ja nigdy nie zapomnę tej chińskiej faneczki - powiedział niemalże z przerażeniem. - Była mała, weszła do mojego pokoju przez lukę pod drzwiami....
Chanyeol objął go za ramię.
- Rozmawialiśmy o tym już wiele razy. Trzeba było drzeć japę, to bym przybiegł z odsieczą. A nie... Stanąłeś jak jakaś piczka w kącie przerażony.
- Trzeba było to widzieć jej oczy kurwa! - krzyknął Kai
- Ile razy jeszcze będziemy o tym gadać? - spytał Lay zupełnie nie zainteresowany dalszym opowiadaniem wrażeń po spotkaniu z chińskim sasaengiem. - Chodźmy już do Chena, obawiam się, że jeśli zamówił też drinki to może być niezły ubaw.
Luhan pokiwał ze zrozumieniem głową i poprowadził kolegów do wynajętej na ten wieczór sali. W środku Chen już śpiewał ostatnia piosenkę Zang Li Yin, ich starszej koleżanki po fachu z wytwórni. Najwidoczniej miał słabość do jej utworów, bo niemalże płakał.
- Chen fujaro! - krzyknął Chanyeol wchodząc. Chen obrócił się i lekko odsunął, bo Chanyeol biegł do niego juz z wyciągniętymi rękami. - W co ty znowu nas wpakowałeś? - chwycił kolegę pod gardło i zaczął lekko przyduszać
- Puść baranie, bo powiem Suhemu, że dzisiaj fajczyłeś - żachnął sie Chen - Śmierdzisz jak popielnica.
- Śmierdzisz jak po-piel-ni-ca! - przedrzeźniał go Chanyeol. - A ty śmierdzisz jak Holandia.
Chen poprawił swoja koszule po tym jak Chanyeol go puścił.
- Jaka kurwa znowu Holandia??
Lay tymczasem pierwszy dorwał się do chipsów zanim jeszcze Kai dopatrzył się, że stoją na stole.
- Ej! - krzyknął Kai - tylko nie zjedz wszystkich. To fried chicken, hyung!!
-Arasso arasso, zostawię ci okruszki - uśmiechnął się Lay, po czym musiał stoczyć mała walkę z Kaiem o misę z chipsami.
Luhan usiadł spokojnie na kanapie i przyglądał się Chenowi.
- No to o której maja być tu twoje panie? - zapytał.
Chen odłożył mikrofon i spojrzał na zegarek.
- Powinny być tu juz pół godziny temu.
- PHI! - parsknął Luhan.
- No co? No co? To kobity, one zawsze się spóźniają.
- Tak, i nie ważne skąd są - dopowiedział Lay odsuwając od siebie stopę Kaia. - A ty byś mógł w lutym nosić skarpetki.
- Hyung za gorąco! - zaśmiał się Kai i otworzył buzię - Chipsa!
- Dobra kurwa, ale jak to się okaża jakieś napalone faneczky to masz wpierdol od Kyungsoo, Chen~ah! - Luhan juz lekko zirytowany wiercił się na kanapie.
- To są całkiem normalne dziewczyny - uśmiechnął się tajemniczo Chen.
W tym momencie drzwi lekko się uchyliły i ktoś wszedł do sali noraebangu.
Wszyscy zwrócili głowy w stronę drzwi. Zza nich wyszła dziewczyna, drobna i szczupła, z burzą brązowych loków zaczesanych na jedną stronę. Chanyeol na moment zamknął mocno powieki a potem znów je szeroko otworzył, bo nie mógł oderwać oczu od jej krótkiej czarnej sukienki. Miała ona też tylko jedno bardzo długie ramię, drugie zupełnie nagie, ukazywało jej porcelanową skórę. Tylko przerzucone przez ramię fioletowe futerko osłaniało ją przed męskim wzrokiem. Widząc minę Chanyeola uśmiechnęła się tylko lekko i weszła głębiej do sali, by zaraz za nią pojawiła się następna, znacznie wyższa, ze splecionymi w warkocz bujnymi włosami. Kai podrapał się nerwowo chipsem w brodę, bo tak długich nóg chyba jeszcze w życiu na żywo nie widział. Troszeczkę chyba zdenerwowana jego spojrzeniem, poprawiła na sobie zieloną obcisłą sukienkę i przełożyła kurtkę z dłoni do dłoni.
Na końcu zaraz za nią weszła ostatnia. Długie blond włosy i wielkie niebieskie oczy. To wszystko co zdołał zarejestrować Lay, nawet w tym  półmroku sali, zanim jęknął „Łaaaał”. Była tak samo szczupła jak jej koleżanki i także ubrana w sukienkę, jednak jej sukienka była krótka formą bombki w ciemno różowym kolorze. Popatrzyła bystro najpierw na nich, potem na swoje koleżanki i zapytała się o coś w dziwnym języku. Pierwsza z dziewczyn odwróciła się do niej i przytaknęła.
W sali wytworzyła się dziwnie nerwowa atmosfera. Chen z BANANEM NA TWARZY przyglądał się swoim nowym koleżankom.
- No i co koledzy? – powiedział wyraźnie cedząc słowa, po czym wstał przywitać dziewczyny.
Staną przed nimi machając do każdej. Te odmachały ze śmiechem.
- Anyooong! – powiedział słodko, na co wzbudził wśród nich jeszcze większy śmiech.
- Anyooong Chen Chen – odpowiedziała pierwsza.
- Siadajcie gdzie chcecie!
- Ya ya! – szepnął Chanyeol konspiracyjnie – Dlaczego gadasz do nich po koreańsku palancie?! Mów po angielsku, angielsku!
         Uśmiechnał się do dziewczyny w zielonej sukience i zaświergotał:
- Najstu you miiit you ! Maaj nejmu is Chanyeol, Chaaaan~~yeoool!
         Dziewczyna wyraźnie zdezorientowana usiadła między nim a Kaiem we wskazanym jej miejscu. Chanyeol nie przestawał się uśmiechać jak idiota, a Kai za to spiął się w sobie i maksymalnie wyprostował, bo dziewczyna nawet, gdy siadła koło niego była prawie równa mu wzrostem. Potem pod stołem próbował szybko założyć buta, którego Lay zdarł mu ze stopy podczas walki o chipsy.
Blondynka nie czekając na zaproszenie sama wybrała sobie miejsce na końcu sof, tuż koło nadal oszołomionego Laya. Przypatrywała mu się w skupieniu, aż jednak musiał odwrócić wzrok od jej oczu. Uśmiechnęła się do niego, a on automatycznie zrobił to samo. Tyle tylko, że zrobił do tego jednocześnie skręt głowy w bok, więc musiało to wyglądać jakby był idiotą.
Tylko pierwsza z dziewczyn stała nadal wpatrzona w siedzącego naprzeciw niej Luhana, który równie intensywnie patrzył na nią.
- Anyonniga seyo Luhan-shi – powiedziała po koreańsku z miłym akcentem.
Wszyscy spojrzeli na nich w skupieniu.
         Luhan przez chwilę wpatrywał się w nią w milczeniu. Jego usta były lekko uchylone a oddech przyspieszony.
- Mag…. Mag… Magda!? – wydukał w końcu i wstał.
         Dziewczyna przysunęła się bliżej do niego i spojrzała odważnie prosto w oczy.
- Long time no see you – powiedziała.
Chanyeol patrzył to na jedno to na drugie.
- To wy się znacie?? – zapytał zdezorientowany.
- Ummm – przytaknął Luhan. – Znamy się już bardzo długo…. Ale nigdy w życiu bym nie pomyślał, że spotkamy się tu i teraz.
Jego wzrok ciągle błądził po twarzy dziewczyny, jakby próbował zapamiętać każdy jej szczegół. Przez chwilę i ona mu się uważnie przyglądała, po czym westchnęła cichutko i usiadła na wolnym miejscu obok niego. Siedzący tam Chen lekko się tylko posunął.
- Nic się nie zmieniłeś – powiedziała jakby do siebie. Jej koreański był naprawdę świetny, czego Lay nie mógł pojąc.
Zwrócił się do siedzącej obok blondynki, która w międzyczasie - chyba ze znudzenia - zaczęła wertować książeczkę z piosenkami do wyboru.
- Do you….. speak Korean?? Too?? – zapytał.
Spojrzała przelotnie na niego.
- Uhum – przytaknęła przekręcając kolejną stronę.
- Domyślam się, że ty też - wskazał na dziewczynę w zielonej sukience. – Yaaaa! no to nieźle. A Chanyeol tu robi z siebie idiotę – zaśmiał się.
Chanyeol rzucił mu groźne spojrzenie, ale Lay nic sobie z tego nie robił. Wstał jakby go w dupę parzyło i wykrzyknął:
- No ale skąd wy się znacie?!
         Luhan, który nieustannie przyglądał się Magdzie, nic nie odpowiedział. Za to ona spojrzała z uśmiechem na Chanyeola i zaczęła mu tłumaczyć:
- Znamy się hmmm…. z weibo. Dawno, dawno temu byłam na wymianie studenckiej w Szanghaju. Z mojej podróży pisałam bloga, a ponieważ chciałam poćwiczyć też mój chiński, założyłam go właśnie na weibo. Nie wiem jak, ale pewnego razu trafiłam na jego bloga. Zdaje się, że przygotowywał się do przeprowadzki do Koreły. Zaciekawiło mnie to, co pisał i z kilku moich komentarzy wynikła dalsza rozmowa.
- Ale jak…? tu…? ty teraz?? w ogóle??? – Chanyeol w całym swoim zadziwieniu nie mógł już sklecić już porządnego zdania.
- Tutaj jestem z dziewczynami jako turystka. W końcu spełniamy swoje marzenie o odwiedzeniu tego kraju.
- A świat jest kurwa taki mały – dodał Chen z westchnieniem. Oboje spojrzeli na siebie porozumiewawczo i zaczęli się śmiać.
Luhan zmarszczył czoło patrząc na nich.
- Nie pisałaś na tym blogu już od wielu miesięcy.
         Magda spojrzała na niego.
- Czyżbyś nadal go śledził?? – zapytała.
Luhan chrząknął i odwrócił szybko wzrok zdenerwowany.
Chanyeol, jako największa gaduła i jeden z przedstawicieli Beagle Team w tym towarzystwie klasnął w dłonie i zatarł je.
- Ale co będziemy tu siedzieć i wspominać o suchym pysku. Chen zamawiaj soju i piwo!! Robimy SOME!
Chenowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Wstał, ale jeszcze zanim wyszedł chwycił Madi za rękę i pociągnął za sobą.
- Ale pani idzie ze mną – powiedział – Zwiedzać i poznawać Korełę od kuchni.
         Na to Luhan lekko się poderwał poirytowany, ale nic nie powiedział, by ich zatrzymać, gdy wychodzili. Przez chwilę w sali nadal panowała cisza, którą jednak postanowił przerwać Lay.
- Generalnie to ja nadal nie wiem jak macie na imię – powiedział patrząc na pozostałe dziewczyny.
- No jak do tej pory to nikt o to nas nie pytał, więęcc…. – zaczęła blondynka – Ja mam na imię Jola – podała rękę każdemu z chłopców. Kai musiał swoją wytrzeć w spodnie, bo była brudna od chipsów.
- A ja Monika, ale możecie do mnie mówić Monia – puściła oko. Kai odchrząknął nerwowo i gdy podawał jej rękę, głęboko się pokłonił.
- No to ten tego…… zwiedzacie Koreę….. – Chanyeol nagle nie wiedział jak zacząć.
- Trochę tak i trochę nie. Zwiedzamy, gdy mamy czas. – sytuacje postanowiła ratować Jola – Ale także tu pracujemy. Madi pracuje jako tłumacz z angielskiego, Monia i ja pracujemy w Disneylandzie, rozdajemy przechodniom ulotki i zaproszenia. Trochę też statystujemy w dramach i filmach…… W wolnym czasie zwiedzamy i poznajemy prawdziwe życie w Korei.
- Wooaah! to macie lepiej niż ja, gdy tu przyjechałem! – krzyknął Lay zafascynowany.
         Jola poklepała go po ramieniu.
- Domyślam się, że nie było ci łatwo.
Lay zrobił smutna minę, jak przedszkolak, któremu inne dziecko ukradło ostatnie ciasteczko z talerza.
- Uhum… - mruknął.
- Weź nie pierdol, tuż przed debiutem Suhy zabrał ciebie, Luhana, Krisa i Tao na zwiedzanie, nie pamiętasz? – Chanyeol wpakował kolejnego chipsa do buzi.
- Eeee… z tej wycieczki pamiętam tylko tyle, że Sehun rzygał na roller coasterze w Lotte World – powiedział Lay spoglądając w sufit.
Wszyscy zaśmiali się, a Kai dodał:
- Dzieeeciaaak !!
- I kto to mówi! – prychnęła Monia.
Kai otworzył szeroko oczy z zaskoczenia i aż lekko uniósł się nad sofę.
- JA?! no chyba ciebie pogrza….. – w ostatniej chwili się opanował i odchrząknął zamiast skończyć.
- No a kto tu siedział bez butów jak weszłyśmy?
- To wina YiXinga! Hyuung…… zabrał moje chipsy fried chicken… - dokończył speszony.
W tym momencie wszedł Chen z Madi, a za nimi kelnerzy z tacami pełnymi piw, soju i szklanek. Chanyeol poderwał się do nich pierwszy i zaczął nalewać trunki i ustawiać z nich słynne piramidki.
Późniejsza rozmowa toczyła się płynniej niż ta na początku. Alkohol w każdej szerokości geograficznej działa jak taki zwalniacz hamulców, tu było nie inaczej. Dziewczyny opisywały swoja pracę, miejsca, w których udało im się już być, chłopcy narzekali na to, że ich wolny czas spedzają generalnie na spaniu.
W końcu Chen pierwszy poderwał się ustawiać urządzenie do wyboru piosenek.
- Nie zapomnijmy, że jesteśmy w noraebang! – krzyknął – Czas na śpiewanie yeee!
Odpalił pierwszą piosenkę, którą wcześniej wybrał. Z głośników popłynęła piosenka Fly To The Sky „Habit”. Z szelmowskim uśmiechem zwrócił się w stronę swoich towarzyszy i powiedział:
- Ale ktoś musi mi pomóc to zaspiewać.
Dziewczyny zaczęły machać rękoma na znak protestu, najbardziej Monia, którą Kai nieśmiało aczkolwiek stanowczo zaczął wypychać w stronę Chena. Kiedy nikt się nie zgłosił na ochotnika, Chen sam stanął przed Madi i wyciągnął do niej rękę.
- To mój wybór pada dziś na ciebie.
Madi w pierwszej chwili zaniemówiła, ale szybki rzut oka na napiętą twarz Luhana zaważyła na jej decyzji.
- Ok ok. – powiedziała i podała Chenowi dłoń.
Zaczęli śpiewać i ku zaskoczeniu Chena Madi szło całkiem nieźle. Zadowolona, że zrobiła wrażenie na tak dobrym wokaliście, Madi cała w skowronkach śpiewała dalej. Natomiast Luhan… Luhan nie mogąc przestać obserwować tej dwójki próbował wlać w siebie cokolwiek ze szklanek, które miał przed sobą, czym wywołał śmiech na twarzach siedzących obok Kaia i Moni.
W momencie lekkiego uniesienia Chen chwycił Madi za dłoń i spojrzał jej z uśmiechem w oczy. Luhan, który pił akurat piwo, zachłysnął się i to co chciał połknąć niestety wypluł wprost na swoje spodnie.
- Kurwa hyung! – krzyknął Kai i aż odskoczył od niego, zbliżając się tym samym w stronę Moni. – Pozalewasz całe gacie jak będziesz tak feelsował.
Luhan rzucił mu tylko gniewne spojrzenie. Przez chwile patrzył jeszcze na złączone dłonie Madi i Chena, po czym wstał za szybko jak na wstawionego faceta i zachwiał się niebezpiecznie. Kai próbował chwycić go za rękę, w obawie przed zaliczeniem gleby przez hyunga, ale ten tylko machnął ręka i wyszedł z sali.
Nieświadomi niczego Chen i Madi zakończyli piosenkę słodkim finałowym wyciem w trzeciej oktawie, po czym zebrali od wszystkich obecnych gromkie brawa. Ukłonili się ładnie swojej publiczności, po czym Chen ni stąd ni zowąd przyciągnął dziewczynę do siebie i przytrzymał w uścisku nieco dłużej niż to wypada. Madi całkiem zaskoczona zamrugała oczami, jednak widząc przezajebisty uśmiech Chena, gdy na nią patrzył, też się roześmiała.
- Woah! Chena~ah, szalejesz! Madi, już pytali się o ciebie w SMEncie! – zawył Chanyeol.
         Gdy podeszli do stolików, podał im kieliszki. Kolejna kolejeczka poszła w dół po przełyku. Madi siadając na swoim miejscu zauważyła, że Luhan gdzieś znikł.
- Omo! A gdzie Lu?? – zapytała.
         Lay błednym wzrokiem omiótł salę.
- O kurwa – powiedział jakby do siebie i ni z tego ni z owego wypadł z sali na korytarz.
- I tego też wywiało. – powiedział Chanyeol – No i kurwa ich strata. Pijemy moje drogie panie – zagarnął Monie wolnym ramieniem, a do Joli puścił oko.
Kai będąc już nieźle wstawionym strząsnął rękę Chanyeola z ramienia Moni i wyciągnął się w jego stronę z zaczepnym wyrazem twarzy.
- Ej ty! Uważaj, gdzie te rączki…. no w ogóle – beknął – w ogóle to się odsuń zioom!
Chanyeol popukał Kai w czoło i nalał mu znów soju do kieliszka. Kai jeszcze pomachał mu tylko paluszkiem przed nosem.
- Bo widzisz – mówił dalej – bo my z Moniaa mamy taki tajny układ kurwa…
Monia pokręciła głową z niedowierzaniem i zupełnie sama wypiła alkohol ze swojego kieliszka.
- Jutro idziemy… razem na lody… i ciebie kurwa nie bierzemy ha! – wykrzyczał mu w twarz.
         Na co Chanyeol wyciągnął telefon i zaczął wybierać numer telefonu.
- Poczekaj kurwa, poczeeekaj ja powiem wszystko Kyungsoo.
- A SE MÓW!
- Hej Chen~Chen, powiedz mi – zaczęła Madi w międzyczasie, gdy tamta dwójka zaczęła wyrywać sobie telefon – jak to jest w tym dormie? Naprawdę tak super wam ten nowy urządzili?
- Uhum – mruknął Chen popijając – praktycznie się o siebie nie potykamy. To dwópietrowy mały domek, niedaleko od Gangnam, rowerem to 15 minut. Pokoje na maksa wypasione, wszystko świeżo po remoncie.
- Ok. A jak tak mieszkacie? To znaczy, kto z kim? To nas fanów zawsze mega interesuje – uśmiechnęła się Madi. Jola z zainteresowaniem przysiadła się do nich, skoro Lay ją tak pozostawił samej sobie.
- Na dole są trzy pokoje, salon, kuchnia, łazienka. Jeden pokój dzielą Suho, Tao i Sehun – zaczął wyliczac Chen – Drugi pokój dzielę ja i Chanyeol, a trzeci Kai i Kyungsoo.
- Uhuuu Kaisoo, no proszę – roześmiała się Jola. Na moment zwróciła tym uwage Kaia, ale zaraz po tym oberwał w głowę od Chanyeola, więc wrócił do przepychanek i walki o telefon.
- Na górze są też trzy pokoje i jedna łazienka. W jednym pokoju mieszka Lay i ja, w drugim Baekhyun i Luhan a w trzecim, ostatnim mieszkają Xiumin i Sehun.
- O! A to dopiero, nie ma Xiuhanów?! – zdziwiła się Jola i widać było, że ten fakt wyraźnie ją zasmuca.
Madi szturchnęła koleżankę w bok.
- Żadnych Xiuhanów, mówię ci!
Chen lekko się skrzywił.
- Nooo z tymi Xiuhanami to tak nie do końca……- zaczął, ale skończył widząc jak dziewczyny wpatrywały się w niego z napięciem.
- Ale co nie do końca?? – zapytała Jola.
Chen patrzył w oczy raz jednej raz drugiej i nie wiedzieć czy to wina wypitego alkoholu czy wpatrzonych w niego dwóch par damskich oczu wypalił nagle:
- No bo Luhan hyung jest gejem.
- Ej ale to tak… na serio serio? – spytała Jola – Bo wiesz, fani owszem fantazjują o was, te wszystkie pairingi i bromance, ale… no nie, chyba nikt nie wierzy w to, że możecie być gejami.
Chen kiwał ze zrozumieniem głową. Jednak na koniec powiedział ze śmiertelną powagę:
- To tak na serio serio.
Madi opadła na oparcie sofy i słychać było jak głośno wypuszcza powietrze.
- No to kurwa fantastycznie, nigdy mi nic nie napisał – wymamrotała, po czym jednym chaustem dopiła to co miała w swoim kieliszku.
- Ale jakby co to ja wam nic nie mówiłem, to normalnie tajemnica do grobowej deski – zażegnywał się Chen.
Z głośników popłynęła piosenka EXO „My turn to cry”, która nie mając o niczym pojęcia ustawiła Monia. Madi popatrzyła na wyświetlane na ekranie słowa piosenki i nie wiedziec czemu zaczęła płakać. Jola nie wiedząc zupełnie co się z nią dzieje, chciała jakby objąć koleżankę, ale bała się, że gdy to zrobi Madi się rozsypie na kawałki.
- Ej, co jest hę? – spytała tylko i ścisnęła Madi za rękę.
- Chen polej – poprosiła Madi, co Chen równie zatroskany co Jola natychmiast zrobił. Madi jednym haustem wypiła to, co jej nalał.
W tym samym czasie do sali wpadł Lay. Przez chwilę rozglądał się po sali jakby wpadł do nieznanego miejsca, po czym jak spojrzał na Jole to uśmiechnął się słodko i pomachał.
- Chwileczkę! – powiedział do niej i zwrócił się do Madi, która śpiewała sobie pod nosem słowa piosenki – Nie chciałbym przeszkadzać, ale my musimy iść w pewne miejsce.
Pociągnął zdezorientowaną Madi na korytarz.
- Ty teraz sobie tu postój i poczekaj, nie ruszaj się nigdzie, musimy rozwiązać pewien problem – powiedział i zniknął za zakrętem.
Ale Madi nie miała zamiaru tak sobie po prostu stać na wąskim korytarzu noraebangu, zwłaszcza, że przechodzący ludzie ją ciągle zawadzali a wypity alkohol dodawał odwagi. Podciągnęła sobie jeszcze do góry już i tak niebezpiecznie krótką sukienkę, odrzuciła włosy do tyłu i ruszyła tam gdzie zniknął Lay.
- Jak ty sobie to kurwa wyobrażasz? – usłyszała podniesione męskie głosy, jednak nie na tyle głośne by słyszeć je na kilometr. – I co myślisz, że uwierzy?
„To Han!” – pomyślała se w myśli. Szła jednak dalej, bez zatrzymywania.
- Słuchaj ziooom, a co miałaby nie uwierzyć. Przecież nic nie wie o tym, co cię łączy z Xiuminem – przekonywał go Lay.
Madi stanęła nagle. Obawiała się, że mogą teraz paść najgorsze słowa, których po raz drugi nie chciała dziś wieczór słyszeć. Zaczęła się cofać.
- Przecież wiadomo, że to z Xiuminem to bujda na resorach tylko po to by laski dały nam żyć w spokoju – powiedział nagle Luhan.
         Ponownie się zatrzymała i stała jak wryta. Już nie przeszkadzało jej, że ludzie się o nią prawie potykają. Próbowała najszybciej jak się da na jej pijany umysł przetrawić docierające do niej informacje.
- Sam jej to powiedz i zobaczymy co zrobi – powiedział Lay i po chwili pojawili się na korytarzu.
Ciągnął Luhana za rękaw koszuli, gdyż ten stawiał opór by iść w stronę Madi. Ona, gdy tylko ich zobaczyła odwróciła wzrok i patrzyła gdzieś tępo w sufit. Napięcie, które czuła w sercu narastało i myślała, że zaraz straci oddech.
- Teraz tu powiesz jej wszystko ładnie hyung – zarządził Lay. – A ja wracam do Joli hehe – uśmiechnął się, pomachał im na odchodnym i zniknął za drzwiami ich sali noraebangu.
         Luhan mrugał jak opętany.
- Madi, no bo wiesz …- zaczął tym razem po chińsku – ja … tzn. ja i Xiumin….. uhh…
Madi wykonała ruch jakby chciała się odwrócić na pięcie i odejść, co spowodowało, że Luhan w końcu krzyknął:
- Podobasz mi się!...... Już dawno to czułem, ale….. debiut, zasady wytwórni, na wszystko tak mało czasu i ty w tej Polsce…. – urwał.
Podszedł do niej bliżej, najbliżej jak się da.
- Przepraszam, ale byłoby mi miło, gdybyś nie musiała ściskać Chena za rączkę.
Popatrzyła mu w oczy i postanowiła zaryzykować.
- Idź, nie pierdol pedale, wiem wszystko – odsunęła się od niego, ale niezbyt daleko, bo Luhan złapał ją szybko za rękę. Gdy to zrobił, nie zatrzymał się w pół drogi, tylko przyciągnął ją Aż do swoich ust i lekko pocałował.
Madi oczy rozszerzyły się jak polskie pięć złotych. Gdy ją od siebie odsunął, wyszeptała:
- Żarty sobie robisz, prawda?
Wtedy już nie delikatnie, ale jednym zdecydowanym ruchem objął ją w pasie i zaczął całować. Przez chwilę miała wrażenie, że unosi się nad ziemią dopóki ktoś jak to już nie pierwszy raz potrącił ją w tym wąskim korytarzu.
Odsunęła się szybko i dotykając ściany dłonią dotarła do drzwi ich norebangowej salki. Gdy weszła do środka przez chwilę musiała przyzwyczaić wzrok do ciemności. Mając w głowie mętlik i czując jakby zaraz jej serce miało wyskoczyć przez gardło, wolała wrócić między ludzi. Będąc dalej sam na sam z Luhanem nie ręczyłaby za siebie.
Odnalazła wzrokiem Jolę, która w kącie sali grała w łapki z Layem.
- Co wy kurwa robicie?! ……..– szarpnęła ją za rękę. Trudno było zrozumieć tą dwójkę. - Słuchaj, wracajmy już – powiedziała.
Lay uniósł wzrok.
- Noona, zostańcie! Jeszcze trochę …..
- Siadaj Madi, jeszcze chwilę. – powiedziała Jola.
Przyglądała się uważnie przyjaciółce, potem jednak zamieniła szeptem kilka słów z Layem. Ten z niezbyt zadowoloną miną przytaknął.
Madi usiadła obok nich i z ulgą zauważyła, że w sali jednak nie ma nadal Luhana. Nie planowała tak szybkiego obrotu akcji. Przynajmniej plany snute od dawna w Polsce nie przewidywały, że sprawy potoczą się tak szybko. O nie nie nie, w żadnym wypadku tak szybko, ale przynajmniej pocieszające, że wszystko działo się po jej myśli. No, tylko co zrobi dalej? Nagle wstrzymała oddech, gdy otworzyły się drzwi do sali.
- Uszanowaneczko! – krzyknął Chanyeol wchodząc. Po obu stronach miał uczepione do ramion dwie śliczne dziewczyny rasy kaukaskiej.
Lay pokręcił z niedowierzaniem głową.
- No to znów się zaczyna. – mruknął. – Russian saram…..
Chanyeol mocno już wstawiony opadł z dziewczynami na kanapy. Jedna bawiła się jego lekko pokręconymi włosami, druga powoli odpinała guziki koszuli, a Chanyeolowe ręce już błądziły po jej nagim udzie, niebezpiecznie wysoko zadzierając jej sukienkę do góry.
- Layyy…. o co tutaj chodzi?? – wymamrotała Jola, wpatrując się w Chanyeola i jego nowe koleżanki.
Lay przyskoczył do tego miłosnego trójkąta i pociągnął Chanyeola za włosy.
- Dzwonię po Suhego, koniec tej imprezy – wyciągnął telefon.
Jola szturchnęła Madi.
- My też się zmywamy, trzeba jeszcze odnaleźć Monię. – wstała i chwyciła za ramię Laya – Przepraszam, że tak szybko musimy się rozstać. Liczę jednak na to, że spotkamy się jeszcze kiedyś.
- Noona…… - Lay jakby chciał coś odpowiedzieć, ale jola z Madi już wyszły.
         Kierując się w stronę wyjścia, Madi spojrzała jeszcze za siebie. Ujrzała Luhana opartego o ścianę, tuż koło drzwi ich sali norebangu. Gdy ich oczy się spotkały wyprostował się i zatrzymał w pół kroku, ale nie ruszył za nimi. Po chwili skręciły i zniknął jej z oczu. „Dlaczego nie poszedł za nami? – zapytała se w myslach – Nie…. lepiej, że za nami nie poszedł”.

1 komentarz: